Menu

ocochodziwbiegu

Drink, Sex and Run For Fun!Go hard or chlej in home!

"Flow”

k2bell


Z trzech elementów determinujących sukces w sporcie - trener, praktyka, wiara we własne siły - decydujący jest ten ostatni. Najważniejsze podczas ważnych zawodów jest pełne zaufanie swoim umiejętnościom i wprowadzenie się w stan nazywany często „flow”. 

 Beztlen_Flow

Według badań „flow” czyli stan przepływu najczęściej występuje u zawodników konkurencji wytrzymałościowych, trenujących często i intensywnie.

Jak wprowadzić się w taki trans, stan totalnego uskrzydlenia? Warunkiem koniecznym jest zadanie, które mam wykonać.  Muszę mieć przekonanie , że jest trudne, ale możliwe do wykonania. Poczucie własnej skuteczności biorę z doświadczenia własnej skuteczności a doświadczenie własnej skuteczności z niezliczonych prób …i błędów.

Równowaga pomiędzy celem jaki sobie stawiam a tym na co w danej chwili mnie stać to pierwszy z kilku warunków niezbędnych do osiągnięcia „flow”. Muszę brać pod uwagę własne ograniczenia – kontuzję, aktualna formę, wiek…

Kolejny element to konkretny cel ….i nie chodzi tutaj o wynik. Małysz miał swoje „dwa dobre skoki”. Moim cele zwykle jest „wyjechać się na maksa”.

Przed zawodami muszę mieć poczucie, że bieganie to moja pasja, że jest ono dla mnie satysfakcjonujące, że to moje życie. Wówczas sama możliwość udziału w zawodach jest wielką nagrodą.  Jeśli tego nie czuję - nie startuję, ponieważ nie mam najmniejszych szans na „flow”.

Wysoka koncentracja to punkt wyjścia. Stojąc na starcie muszę być w 100% skupiony na zadaniu. Nie mogę myśleć o wczorajszych wydarzeniach w pracy, o tym co muszę zrobić w poniedziałek, o przyszłości dzieci, o tym co powiedziała żona, albo czego nie powiedziała…

jestem skupiony na biegu i tylko na nim. Moja koncentracja musi być zawężona jak u Bradleya Coopera w Jestem Bogiem. Koncentruję się na każdym kroku, na każdym zetknięciu się stopy z podłożem, na każdym wymachu ramion… mam poczucie pełnej kontroli.

Musze utracić poczucie samoświadomości, zaburzyć poczucie czasu. Maraton trwał dla mnie 15-20’ a piątka to kwestia 2-3 minut… totalne zaabsorbowanie.

 

Co w takim razie może stanowić przeszkodę na drodze do osiągnięcia „flow”?

Z pewnością skupianie się na wynikach a nie na procesie. Na zawodach mam oczywiście w tyle głowy wymarzony wynik, ale myślę przede wszystkim o tym by pobiec na 100%.

Ważnym czynnikiem jest również presja związana z występem w ważnych zawodach. Popełniałem ten błąd w pierwszej połowie mojej kariery zawodniczej. Pod jej koniec takim samym stresem był dla mnie start na zawodach w Zniemyślu co na Pucharze Świata w Turynie…

Perfekcjonizm – cecha jak najbardziej pożądana w sporcie, ale przecież nie jesteśmy maszynami. Zawsze może się zdarzyć słabszy dzień, gorsze samopoczucie czy błąd taktyczny. W takiej sytuacji realizujemy plan B. Strach przed porażką i zbyt wysokie oczekiwania to kolejne czynniki, których chyba rozwijać nie trzeba.

Życzę Wam ja najczęstszych stanów przepływu (wiem Kamil o czym teraz pomyślałeś).

„Flow” można osiągać również na treningach :) 

 

Tomasz Lipiec „Beztlen”

 

 

Komentarze (69)

Dodaj komentarz
  • podopieczny_bartek

    bardzo wartościowy odcinek, szczególnie dla każdego, kto nieustannie szuka rezerw;
    wezmę z tego dla siebie, to co dla mnie najlepsze

  • kamilmnch1

    Szczególnie dla Nawałki jak będzie zastanawiał się kogo wpuścić z rezerw ;)

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    Kuba, tak trochę w odpowiedzi na Twoje pytanie spod poprzedniego oddcinka - bo nadrabiam zaległości - to tu chyba nie ma jednej prostej odpowiedzi. Bieganie chyba tylko w regulaminach imprez masowych określane jest najprostszą formą aktywności sportowej, w realu nie jest to takie zerojedynkowe - szczególnie dla takich amatorów jak my. Czynników determinujących nasze sukcesy czy porażki jest bardzo dużo - począwszy od przywoływanej tu wiary we własne umiejętności, odporności na ból, predyspozycji, treningu, zaangażowania, wagi, higieny życia, rodzaju wykonywanej pracy, poziomu stresu w życiu zawodowym czy prywatnym, odporności na ten stres, miejsca do treningu, regeneracji.... wyliczać można bardzo długo. Każdy z nas - szoszonów - powinien od czasu do czasu zrobić taki rachunek sumienia i im więcej postawimy przy tych punktach plusów tym większą będziemy mieć szansę na poprawę wyników sportowych i unikanie kontuzji przez długie lata. A co do szybkiego biegania w zaawansowanym wieku to pozwól, że posłużę się tu kilkoma przykładami.
    Jerzy Magierski rocznik 1956, którego - proszę mnie poprawić jeśli się mylę - treningowo prowadził Beztlen. Życiówka w maratonie 02:50:57 ustanowiona w 2013 roku w wieku 57 lat a na piątkę śmigał w tym samym czasie 17:34!!!,
    Bogdan Barewski rocznik 1954 z drużyny Warszawiaky i wynik w Orlen Warsaw Marathon w 2015 roku 02:54:00 - w wieku 61 lat. Obecnie Pan Bogdan zarzucił bieganie maratonów i przerzucił się na triathlon :)
    Ale trudno też nie przyznać racji Beztlenowi. To Trener rozpozna u zawodnika jego mocne strony i je rozwinie. To trener obserwując zawodnika zastosuje dla niego najlepsze bodźce, pochwali, ale i skarci jak trzeba. To trener powie dlaczego tego dnia akurat taki trening a nie inny i wybije z głowy niedzielny wyścig na 10km jeśli w sobotę się startowało na 5km :-)
    Wczorajszy mecz dobitnie pokazał co dobry trener potrafi zrobić z drużyną - mam oczywiście na myśli POLSKĘ jako reprezentację - ale i z pojedynczymi zawodnikami - i tu mam na myśli Bartosza Kapustkę. Ten chłopak jest raptem rok starszy od mojej córki a wczoraj rozdawał piłki jak Profesor. Czy Mo Farah osiągałby takie wyniki, żeby trenował go Jerzy Skucha? Broń Boże nie podważam tu warsztatu pracy dr Skuchy - ale nie sądzę. Ale z pustego i salomon nie naleje. Jeśli przy tych przywołanych przeze mnie punktach postawisz same minusy to i Alberto Salazar niewiele wskura.

    P.S. W powyższym wpisie ani nie reklamowałem umiejętności Beztlena, ani tym bardziej nie deprecjonowałem umiejętności Wojtka Staszewskiego. Starałem się tylko odpowiedzieć na pytanie Picta w taki sposób jak ja to widzę.
    r.

  • pict

    @rob i beztlen - oczywiście rozumiem, że trudno określać indywidualnie. Pytałem raczej o pewien trend - sądzę, że jest coś takiego. A że oczywiście są od niego wyjątki - mega zdolni, lub doskonale usposobieni to rozumiem. Zastanawiam się czy ten punkt zwrotny jest biżej 40-stki, 45-tki, a może dopiero po 50-tce. I celowo pytałem o maraton, bo chyba jest specyficzny. Ale przyjmuję z pokorą te wszystkie uwagi.

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    @Pict
    A mi się wydaje, że to zawsze musi być indywidualna kwestia. Nie ma kalkulatora w którym wpiszesz życiówkę z maratonu, datę uzyskania tego czasu i rok urodzenia a po kliknięciu w klawisz "oblicz" dostaniesz ilość lat, w których będziesz jeszcze notował progres. Możesz być młody, silny jak tur, ale zaniedbasz jakiś element - czy to regenerację czy ćwiczenia wzmacniające i złapiesz kontuzję, która wyłączy Cię na kilka miesięcy i od razu startujesz później ze znacznie niższego pułapu. Czasem wtedy powrót do dyspozycji sprzed urazu może okazać się wręcz niemożliwy.

    Ale tak subiektywnie mogę Ci powiedzieć, że niejaki Tomik rocznik 1969 czy nawet ja rocznik 1974 mamy jeszcze bardzo duże apetyty na życiówki. Oczywiście moje 3:23 to, żaden wynik - niejeden tak powie - ale mam w planie poprawiać go jeszcze wielokrotnie :) Ja jeszcze absolutnie nie czuję żebym doszedł do ściany. Jeszcze wiele u mnie do poprawy co w efekcie może przełożyć się w prostej linii na wynik. Od wagi począwszy przez technikę i wiele wiele innych rzeczy.
    r.

  • 1.marsz

    pict- zgadzając się z uwagami beztlena i roba uważam, że oczywiście masz jeszcze szansę na rozwój i poprawę wyników, ja zaczynałem dopiero w wieku 45 lat (po 20 siedzenia za biurkiem) i z roku na rok było wyraźnie lepiej, co prawda od jakiegoś czasu stoję w miejscu i biegam w niższej niż ty lidze ale mimo, że jestem po 50 -tce nie składam jeszcze broni....
    mój były trener i były nauczyciel wuefu przebiegli swoje najszybsze maratony ( około 2h40) po 40-stce
    można? można
    marsz

  • pjachu1

    Flow - piękne określenie. Dla mnie jak wspinanie w transie. Podchodzisz pod ścianę, wyłączasz świat zewnętrzny, włączasz koncentrację, zmysły... i płyniesz. Oczywiście mowa o wspinaniu bez asekuracji (czyli "na żywca")
    Każdy ruch jest wtedy perfekcyjny
    Każdy układ ciała automatyczny
    Każdy chwyt jest 100% pewny
    Każdy mięsień napięty
    Nie ma odwrotu. Jestem ja i droga do pokonania. One way.
    Wspinając się na żywca nigdy nie czułem się tak pewnie w skale.
    Bieg czy wspinanie (a zapewne każda dyscyplina sportu) na pewnym poziomie zaangażowania (to te wszystkie czynniki wymienione przez Beztlena) gwarantuje takie doznania. Tak przekracza się "granice" i rozpoczyna się kreację.
    Oczywiście pomijam aspekt mentalny czyli ew skutki wypadnięcia z transu (czy utraty flow).
    Zdrówko!

  • pict

    Mistrzostwa oznaczają dużo piwa. Za dużo jak się dziś rano przekonałem. Robiłem 8x3min na bieżni. Zacząłem żenująco słabo, 3:50 min/km, co nie daje nawet 800 m w 3 min, na szczęście skończyłem lepiej. Ostatnie, ósme powtórzenie, wyszło w 3:37 min/km, ale i tak jestem ociężały od piwska przelewającego mi się w brzuchu. Do niedzieli - biegnę ostatni wyścig w cyklu Grand Prix Lublina, 5km - zero alkoholu, mecze będę oglądał na soku pomarańczowym i oliwkach ;-)

    To "flow" to takie trochę mnożenie bytów ponad potrzebę. Ot po prostu jest to opis udanego biegu. Jak się jest wytrenowanym, jak jest dobra dyspozycja dnia, to wszystko płynie. A jak zaczyna roić się ciężko, to wszystko, dosłownie wszystko przeszkadza. Ale rozumiem "flow" jako skrótowy opis tego wszystkie, co potrzeba żeby odnieść sukces.

  • podopieczny_bartek

    Ja dziś rano również bardzo ciężki (wbrew pozorom) trening 3x(4x400m) - pierwsze 2 koła mimo niezłego tempa katastrofa i męczarnia, mięśnie totalnie zajechane, ale od 3 powtórzenia zacząłem powoli oswajać się z bólem i o to chyba chodzi w tego typu treningach.
    Na pewno popełniłem jeden błąd - przed wyjściem z domu (o 5:45) zapomniałem wypić espresso
    Za to w sobotę na treningu zabrakło mi 2" do życiówki na 3km (10'52"), co pokazuje, że mimo stresów, niewyspania, imprez i różnego rodzaju problemów zawodowych, forma poszła zdecydowanie w górę w ostatnim czasie, co cieszy:)

  • biegofanka

    I wyszła fajna dyskusja:)

  • biegofanka

    Bieg Fajki jak zwykle, super udany:))

  • biegofanka

    Dzięki Fajka za super imprezę i dzięki Twoim dziewczynom i zaprzyjaźnionej koleżance (małżonce Mirka) za przygotowanie smacznych potraw:))
    Dzięki wszystkim biegaczom, w których gronie mogłam pobiegać i dzięki za super towarzystwo w czasie biegu i przy ognisku:))

  • biegofanka

    Dzisiaj rano był niedługi trening, bo w sobotę nocny półmaraton we Wrocku:)

  • biegofanka

    Opłaciłam wpisowe na KBL w ramach dfbg, więc "klamka zapadła":)

  • pict

    @bartek - to ja wyszedłem 10 min później i też na treningu żałowałem, że nie wypiłem espersso ;-) Tak to jest rano. Wstaję, mam wszystko przygotowane więc wyjście zajmuje mi kilka minut, jazda samochodem na bieżnię (kolejne 5 min) i zaczyna w zasadzie wyrwany ze snu. Pewnie dlatego było ciężko na początku. Ale chyba masz rację, skoro ostatnie powtórzenie dużo szybsze od pierwszego, to jakiś pozytywny sygnał (mam pewnego kolegę, który mówi, że jeśli w interwałach ostatnie jest wolniejsze od pierwszego to cały trening do kosza...). Biegamy i to jest najważniejsze. Shine on!

  • pjachu1

    Pict - to chyba jednak nie byt abstrakcyjny. To czysto fizyczne doznanie i jak najbardziej realne. Stan maksymalnej koncentracji ciała i umysłu. Jedność.
    W tym wpisie Beztlena właśnie to odnajduję. Nie było mi dane odczuć "flow" podczas biegania, ale jest mi znane z innej aktywności. Nie pamiętam już kto, ale któryś z wielkich tenisistów opowiadał, że w czasie wymiany piłki mógłby zamknąć oczy, a i tak wiedziałby gdzie uderzyć. Flow zapewne dostępne jest na mistrzowskim poziomie. "Dzień konia" to inna sprawa. "Dzień konia" miewałem podczas biegu.

    Dziś trening klimatyczny. Dycha w samo południe, na asfaltowej patelni, przed burzą... tempo wyszło maratońskie, a na ostatnim kilometrze zaczęły mi cierpnąć ręce. Znaczy, że bodziec dobrany prawidłowo ;-)

  • beztlen

    Pict - jeśli nigdy nie doświadczyłeś flow to współczuję i się nie gniewam ponieważ napisałeś to z taka dziecinną szczerością:)
    Ja dzisiaj również na stadionie i również interwał - tylko 6x800m po 2:55 tyle, że na każdą osiemsetkę składało się 600m w 1:55 i 200m truchtem w 1'. Byłem ostry jak Brzytwa Ockhama i nawet sam Ockham dzięki temu, że to dla mnie oczywiste i zgodne z moim doświadczeniem pozwolił mi znów poczuć flow:)

  • kamilmnch1

    Od niedzieli jestem stałym rezydentem kuchni. Dieta dietą, z nią nie mam problemu ale sporo czasu zajmuje mi przygotowywanie...

  • pict

    Ej Panowie, trochę to takie gadanie typu "jeśli nigdy nie poczułeś dotknięcia boga, to współczuję". Wybaczam Wam, azaliż nad moją głową podczas maratonu unosi się wielki słoń, absolutnie niestwierdzalny...
    Być może czuję to co drugi trening, rzecz w tym, że absolutnie nie potrzebuję dodatkowych nazw i skomplikowanej pełnej niedopowiedzeń teorii, która jest z chyba dość średnio rozpowszechnionym konglomeratem zaleceń z psychologii sportu (w co drugim numerze Biegania są te wszystkie zalecenia o mierzalności celów i ich realności - to zresztą szerzej w ogólnej psychologii - przecież każdy z nas wie, że nie porywamy się z motyką na księżyc, nie trzeba do tego jakichś specjalnych nazw; tak samo jak każdy wie, że w treningu chodzi o połączenia nerwowe i ich dobre działanie mniej więcej, czyli w konsekwencji daleko idącej automatyzm - był o tym kiedyś świetny artykuł w Bieganiu za jego lepszych czasów):

    www.flotrack.org/article/1665-the-flow-state-and-how-it-is-achieved

    www.theguardian.com/lifeandstyle/the-running-blog/2014/jan/14/achieve-state-flow-running-perform-best

    Żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie chodzi o to, że sądzę, że taki stan się nie zdarza. Oczywiście, ale to jakby nazwać "boską aurą" stan pogody o 6 różnych współczynnikach i pisać o tym teorie. Można, tylko po co? Jest to tak nieostre, że aż śmieszne - można dodać do tej teorii np. kolejny warunek "do poczucia stanu flow należy rano podetrzeć się papierem toaletowym skropionym wodą zebraną pod wodospadem w pełni księżyca". To a propos tej naiwności. Ja jestem sceptykiem. I oczywiście Tomek możesz napisać pod tym wszystkim, że jesteś 100 lvl wyżej, ale mam nadzieję, że znasz podstawowe rodzaje błędów logicznych.
    Do boju Islandio!

  • pjachu1

    Dwa lata temu na budowie rezydencji pod Wrocławiem pojawił się kamieniarz z Japonii. Pan kamieniarz jeździł po Dolnym Śląsku, wybierał kamienie, a wielkie ciężarówki przywoziły je na miejsce. Taki blok skalny (ok 20-25 ton) po przywiezieniu był "osłuchiwany" przez śmiesznego pana z Krainy Kwitnącej etc... Łaził wokół, dotykał, słuchał... Normalnie polewka!!! Po czym wziął swój młoteczek, puknął w parę miejsc i kamień rozpadł się na takie części, które pasowały do ułożenia w budowanej skarpie.
    Wszystkim panom inżynierom budowy "szczena opadła"...
    To nie żadna magia. Żadna boska aura czy dobra strona mocy... Zmysły. Coś co w naszej kulturze zatraciliśmy, a co jest ważne w innych.
    Flow jako pojęcie nie było mi znane wcześniej. Zdefiniował je Tomek. Ale owo wyostrzenie zmysłów jest doznaniem czysto fizycznym. Jeszcze raz powtórzę: nie magia etc.
    Można je osiągnąć pracą (treningiem) można też chemicznie - piloci wojskowi.
    Lecącą piłkę tenisową można wyczuć - niby abstrakcja, ale...
    Zatracić się w czasie podczas biegu - to doznanie Beztlena. Level - mistrzowski.
    Zatracić poczucie trudności - (chwyt, który podczas wspinania z asekuracją sprawdzam wielokrotnie, a podczas "żywca" odczuwam jako wielką, super pewną klamę) - moje doznanie (nie byłem na prochach :-)
    Moja córka potrafi rzucić przybór pod sufit hali, zrobić jakieś skomplikowane wygibasy i złapać go nie patrząc. Tysiąc razy powtarzany element - trening!!! Też mistrzowski level (na poziomie MP)
    W/w przykłady, to efekt treningu i tylko treningu (mentalnego także) , a nie żadnej motywacji zewnętrznej. Bo motywację budujemy sami.


  • pjachu1

    A jeszcze o Panu kamieniarzu z Japonii - brał 40 tyś USD za miesiąc + przeloty. Ponoć pracował na każdym kontynencie.
    Level - MISTRZ :-)

  • kamilmnch1

    Coś jest na rzeczy w utracie zmysłów. Niestety.

    Dla mnie wyznacznikiem flow jest zatracenie się i odpłynięcie umysłu poza ciało. Nieliczne chwile które tak przeżywałem to chyba tylko podczas biegu. Kiedy kilometry trwają sekundy a ja nie pamiętam drogi którą przeżyłem. Rzadko tak miałem ale wtedy najpełniej odpoczywam psychicznie.

  • pict

    Panowie, a podczas seksu nie? ;-) A czytanie książek? A świetny film/teatr? A koncert? W tym wszystkim pewnie jest Wasze mityczne "flow" i piszę to bez cienia ironii. Sądzę, że świetny gitarzysta grający solówkę też tego doświadcza, albo mój syn oglądający swoją ulubioną bajkę lub słuchający książki, tudzież seryjny morderca zadający kolejne ciosy bez opamiętania... Byłoby więc "flow" niczym innym jak zatraceniem się w danej czynności, a przez to wykonywaniem jej automatycznie?
    I jeszcze jedno pytanie: czym różni się flow od runner's high?

  • podopieczny_bartek

    Dla mnie różnica jest taka, że tzw. "flow" w postaci, o której pisze Tomek jest zarezerwowany dla poziomu mistrzowskiego, a "runner's high" w takiej definicji, jak np kiedyś pisali o tym na bieganiu.pl jest takim odpowiednikiem "flow" u nas amatorów - takie "flow" dla ubogich;)

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    ehhh.... gdzie te czasy kiedy w poniedziałkowe poranki wklejało się tu po prostu przebieg i średnie tętno z całego tygodnia :( to se ne vrati? Ja jestem prosty chłopak spod Warszawy. Dla mnie trochę zbyt męczące te gadki...
    r.

  • beztlen

    Rob - średnie tętno z całego tygodnia - to mi się zawsze najbardziej podobało:)
    Co czułeś Rob na ostatnich 500 metrach w tym roku w Krakowie?:) Jak czujesz się teraz na swoich 15x30" w porównaniu z tym jak czułeś się na pierwszych treningach biegowych? Pjachu ładnie napisał - to stan jedności ciała i umysłu. Bartek - flow jest dla wszystkich, na każdym poziomie:)

  • kamilmnch1

    Znów się nie wyspałem ale za to sex rewelacja :)

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    tu mnie złapałeś :)
    Na ostatnich 500 metrach w Krakowie to faktycznie niezły orgazm był
    A wczorajsze 30 sekundówki wg wykresu to jakaś porażka. Bieżnia daje ten komfort, że patrząc na oznaczenia na tartanie można kontrolować tempo. Sprawdzałem tempo za każdym razem przekraczając 100m i ani razu podczas tych 15 powtórzeń nie biegłem wolniej niż 18" czyli tempo 3:00 min/km podczas gdy niektóre na wykresie miałem nawet w 3:20. Podobnie rozgrzewka - wszystkie z ośmiu kółek kontrolowałem co 200 metrów i żadne nie było szybsze niż 59" ani wolniejsze niż 1' czyli tempo jak w mordę strzelił 5:00 min/km a na wykresie dystans ponad 100 krótszy i tempo 5:17 :D całe szczęście nauczyłem się nie zwracać uwagi na GPS i nie przyspieszać bezsensownie, żeby gonić tempo.
    Fajne to było przetarcie przed wtorkową agrykolą. Zdążyliście się pozapisywać?
    r.

  • podopieczny_bartek

    Ja zdążyłem, dzięki Rob za smsową podpowiedź. Pierwszy raz będę się ścigał po pijaku, bo przyjadę prosto z meczu polska-ukraina;)

  • beztlen

    Miałeś flow a nie orgazm:) co innego Kamil.
    Bardzo szybko (powiedziałbym nawet, że za szybko moim zdaniem) biegasz odcinki 30"- 2', ale oczywiście szanuje spojrzenie na trening wytrzymałościowy Marcina (ten sezon masz znakomity). W wielu miejscach nasze koncepcje treningu są zbieżne, ale uważam, że takie krótkie interwały biegane bardzo mocno w długim okresie przestają stymulować rozwój. Z ciekawością obserwuję Twój progres. Być może będę musiał zrewidować poglądy:)

  • beztlen

    Ja również zdążyłem - dzięki Rob:)

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    Dla mnie czy to flow czy orgazm czy coś innego to chemia, magia neuroprzekaźników, hormonów itp. Pewnie kwestia podejścia..

    Bartek, z własnych czy raczej M doświadczeń serdecznie odradzam połączenia airFrance, od niedzieli strajk się zaostrzył i połowa lotów z/do Waw jest odwołana, nie trafisz które:). Delikatnie mówiąc, jest burdel.

  • kamilmnch1

    Miałem jechać na mecz Polska vs Niemcy. Opuściłem i powoli mi szkoda. Choć nie żałuję bo sprawę przemyślałem. W TV będzie dobrze widać;)

  • podopieczny_bartek

    Ale ja się nigdzie nie wybieram, no chyba, że to do innego Bartka

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    I bdb, bezpieczniej w waw.
    Dwie godziny temu śmiałam się, że ten mecz to oczywistość, oglądanie jest stratą czasu, teraz obawiam się o stan trzeźwości po powrocie i pocieszaniu się wzajemnym. Francja w ogóle nie strzela.

  • Gość: [czcz] *.gazeta.pl

    Najbardziej niesprawiedliwy wynik do tej pory :/

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Sprawiedliwy, ale albanczykow rzeczywiście szkoda

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    Rozwikłałem zagadkę tych dziwnych zapisów/odczytów tempa z wtorkowego treningu. Otóż - prawdopodobnie przypadkowo - przełączyłem zegarek w tryb "bieganie w pomieszczeniu". Już sama nazwa treningu - bieg na bieżni - powinna dać mi do myślenia, ale, że we wtorek biegałem właśnie po bieżni na stadionie a dodatkowo tego dnia ściągnęła mi się aktualizacja GC w telefonie to jakoś nie wzbudziło to moich podejrzeń. Pomyślałem, że skoro biegałem w kółko to mądra aplikacja rozpoznała to właściwie i tak nazwała. Tyle, że wczoraj stało się dokładnie tak samo a wczoraj nie biegałem na stadionie :)

    @Tomek - w nawiązaniu do tych moich 30 sekundówek. Ja tych krótkich zabaw nie biegam jakoś kurczowo trzymając się tabel. Przerwy są na tyle długie - 90"-2', że każde następne powtórzenie zaczynam na sporej swobodzie. Pilnuję jednak dwóch ważnych kwestii. Pierwsza to taka, że trening musi być wykonany ze stałą lub narastającą prędkością. Żebym ostatnich powtórzeń nie robił wolniej niż tych początkowych - mniej więcej o tym też wspominał Pict czy Bartek kilka dni temu. Druga zasada to zasada rezerwy - czyli trening to nie wyścig. Po 10 czy 15 powtórzeniu muszę czuć rezerwę na wykonanie 1-2 czy kilku takich samych powtórzeń w tym lub wyższym tempie. Dlatego zabawy zawsze staram się robić na odmierzonej trasie a nie wg wskazań zegarka. Czasem biegam je wzdłuż trasy S8, gdzie na mam idealną ścieżkę do biegania z równiutko rozstawionymi co 25m latarniami. Podobnie na tartanie gdzie oznaczenia są po prostu wymalowane na ziemi. Tempa zawsze są pochodną samopoczucia - czasem są wolniejsze czasem szybsze. Wtorkowy tartan dał mi się jednak trochę we znaki :) Czułem to wczoraj na rozbieganiu na 1,5km crossowej pętli wokół zielonkowskich glinianek.
    r.

  • pict

    Warszawianki i Warszawiacy! Poproszę o komentarz do wrześniowej trasy, ponieważ się wybieram: pzumaratonwarszawski.com/trasa/

  • Gość: [rob] *.gazeta.pl

    a tak z przymróżeniem oka to takie coś dostałem dzisiaj :)

    Szanowny Panie Boże,
    piszemy do Pana w sprawie dzisiejszego meczu Polaków z Niemcami. Nie wiemy, czy śledzi Pan piłkę, ale dla nas ten mecz to jak dla Pana Wielkanoc i Boże Ciało w jednym. Niestety, odkąd pamiętamy, mamy nieodparte wrażenie, że od zawsze miał Pan do Niemców słabość.
    Niemcy dostali Beethovena, my dostaliśmy Piotra Rubika. Kiedy w latach 90-tych niemieccy nastolatkowie zajadali się czekoladą z okienkiem, my suche bułki przegryzaliśmy rozczarowaniem w tubce. A kiedy dziś przeciętny mieszkaniec Hamburga za swoją średnią pensję może polecieć na dwutygodniowe wakacje na Bora Bora, kupić golfa szóstkę i zjeść tyle pistacji, aż mu spierzchną wargi - my za nasze 2100 brutto możemy co najwyżej zapłacić za mieszkanie, kupić miesięczny na autobus i zorganizować sobie wypad na środy z orange do multikina.
    Słowem, Niemców zawsze traktował Pan jak swojego ulubionego wnuczka, któremu nigdy nie żałował Pan werther's original, podczas gdy my byliśmy dla Pana bardziej jak przygłupi parobek ze wsi, który co prawda rozkosznie merda ogonem na widok kostki cukru, ale nie na tyle, żeby dostać pod stołem kawałek kiełbasy.
    A przecież tak bardzo się staramy. Postawiliśmy Jezusa w Świebodzinie, lewica nie weszła do sejmu i już nawet Nergal nie jest jurorem w The Voice of Poland. Mimo to ciągle mamy wrażenie, że na nasz widok wywraca Pan oczami. Nie chcemy tu niczego sugerować, ale mamy teorię, że Pan po prostu nie lubi Polaków. Tak między nami mówiąc, my za sobą też jakoś niespecjalnie przepadamy, ale przecież było mówione, że kocha Pan wszystkich po równo, więc wydaje nam się, że coś tu jest jednak niehalo.
    Podsumowując, sądzimy, że dzisiejszy mecz byłby idealną okazją na gest dobrej woli z Pana strony. To nie musi być nic spektakularnego, nikt tu nie mówi, że zaraz Kapustka z przewrotki na 3:0 i Polska mistrzem świata. Ale takie, dajmy na to, 2:1 po wyrównanym meczu byłoby naprawdę okej. Wie Pan co, remis, 2:2 i jesteśmy kwita. Miłym gestem byłaby kontuzja stawu skokowego u Thomasa Mullera, ale to jak już Pan uważa.
    Jeśli przychyliłby się Pan do naszej prośby, to my z naszej strony możemy obiecać, że już nie będziemy dokuczać Terlikowskiemu i jeszcze dziś wieczorem po uroczystym odśpiewaniu barki wrzucimy Nergala do wulkanu.

    Z poważaniem,
    Polacy

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    @Pict, widziałem trasę już wczoraj. Wg mnie jest na prawdę niezła. Nawet wyrysowałem ją sobie w www.navime.pl, ale z jakiegoś względu nie chce się wytyczyć profil trasy. Może za dużo napakowałem punktów pośrednich. Start w przeciwną stronę niż wszystkie dotychczasowe biegi i wydaje mi się, że tam będzie w związku z tym lekko z górki - ale minimalnie. Później płasko jak stół aż do końca Komisji Edukacji Narodowej (11 kilometr) fragmentu od 11 do 14km jakoś nie widzę oczami wyobraźni, ale tam też raczej płasko, później Sobieskiego, Witosa, Czerniakowska, Gagarina, Łazienki królewskie, Myśliwiecka (obok siedziby PR3), Rozbrat - aż do 25 kilometra płasko jak po stole. Na 25 skręcamy na most świętokrzyski - to jest most podwieszany więc poczatek pod górkę a potem lekko z górki. I tu wg mnie najtrudniejszy fragment bo między 26 i 27 kilometrem kilkusetmetrowy podbieg na Wybrzeżu Helskim. Przy czym jak by to porównać z Agrykolą czy Belwederską czy nawet Sanguszki - to jest to niewinna góreczka. Później starą pragą obok ZOO, ratuszowa, namysłowska i skręcamy w Starzyńskiego. To moje rewiry - tu pracuję i znam te uliczki jak własną kieszeń. Na Starzyńskiego znów podbieg - tym razem pod wiadukt. Wiadukt na tyle wysoki, że pod nim jeżdżą tramwaje więc też swoje zrobi. Po wiadukcie wbiegamy na most Gdański, ale to już łagodny wbieg a most jest płaski. Później Muranów czyli Międzyparkowa, Bonifraterska i Muranowska aż wbiegamy w Andersa. Tam na styku Andersa i Mickiewicza kolejny wiadukt - ale łagodny. Później żoliborz i obiegnięcie Kępy potockiej. Nie jestem pewien na 100%, ale tam chyba tak zupełnie płasko nie jest. Później to już tylko powrót na Wybrzeże Gdyńskie i w oddali widać już majaczącą metę na wysokości parku fontann. To będzie fajne bo finisz po płaskiej 3 pasmowej wisłostradzie.
    Reasumując - oprócz tego podbiegu między 26 a 27 kilometrem to nie ma się czego obawiać. Nawierzchnia wszędzie dobra lub bardzo dobra.
    r.

  • beztlen

    Trudny odcinek pomiędzy 29 a 33 km (trzy podbiegi - zapomniałeś Rob o długim, co prawda niezbyt ostrym, ale podbiegu Międzyparkową), jest też podbieg pod koniec
    37 km pod Wisłostradę.

  • kamilmnch1

    Podbieg- to brzmi jak kilka kroków truchtu na przystanek do podjeżdżającego autobusu a nie jakiś trudny odcinek. Zresztą podbieg jak i cały dystans najlepiej przebiec jak najszybciej żeby jak najkrócej się męczyć.

  • pict

    To zadam znów być może głupie, ale pytanie. Czy trasa jest trudniejsza od zeszłych edycji? A jakby ktoś pamiętał, to najbardziej mnie interesuje porównanie do Orlen Maratonu w 2015 roku szczerze mówiąc.

  • podopieczny_bartek

    znowu jakieś pojebane podbiegi, trzeba być pojebanym, żeby chcieć robić szybki maraton klasy światowej i jednocześnie wrzucać taką pojebaną trasę;
    przepraszam za słownictwo, ale to się nadaje tylko do takiego podsumowania

  • kamilmnch1

    Bartosz, będziesz zablokowany z komentarzami.
    Ups zapomniałem, że po to założyliśmy blog, żeby nikt nie blokował.

  • Gość: [rob] *.gazeta.pl

    @Pict, nie biegłem OWM więc nie porównam tras. Ale uwierz mi tegoroczna trasa naprawdę jest OK. W porównaniu z trasą w Paryżu czy nawet tegoroczną z Krakowa - a w KRK biegło się dwie pętle - to wydaje się wręcz płaska.
    Do 25 kilometra nie ma żadnych niespodzianek a później jest - chyba - 6 punktów ze wzniesieniami. Poniżej wklejam Ci link do pdfa gdzie są screeny z opisami wszystkich tych miejsc wymienionych przeze mnie i dwóch o których wspomniał Beztlen. Mogę się mylić, ale Międzyparkowa wygląda na całkowicie płaską.
    xurl.pl/b0es

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    Bartek, trudno Cię widzę zadowolić i z przykrością to piszę, ale razi mnie trochę Twój roszczeniowy ton. A to jakiś kretyn wymyślił start biegu o 21:16 a to inny pojeb wymyślił trasę na której są podbiegi. Ale zasady są proste i opisane. Wg IAAF, żeby trasa miała atest to różnica poziomów pomiędzy startem i metą nie może być większa niż 1 m na kilometr trasy a odległość pomiędzy startem i metą nie może być większa niż 50 % długości trasy. Ja jestem wdzięczny tej masie ludzi, którzy włożyli mnóstwo serca w przygotowanie nowej trasy po której w MOIM MIEŚCIE mogę sobie przebiec maraton za 100 zł.
    Zadaj sobie proszę trochę trudu jeśli wygospodarujesz troszkę czasu i wytycz w Warszawie trasę, która spełni wymogi IAAF/PZLA a przy okazji nie sparaliżuje miasta, zaspokoi wszystkie roszczenia władz, nie wkurwi polityków, taksówkarzy, mieszkańców, księży itp. a przy okazji będzie atrakcyjna widokowo - bo przecież to komercyjna impreza i do startu w niej - oprócz koszulki w pakiecie startowym - coś musi biegaczy zachęcić. Narzędzi do tego jest sporo - od google.maps, openstreetmap.org po navime.pl.
    Takie mamy miasto i tego nie zmienimy. Pretensje można mieć do hitlera, że nam Warszawę w 44 roku zrównał z ziemią i trzeba ją było z popiołów podnieść albo do stalina, że ze swoimi chłopcami zafundował nam "wyzwolenie" pozostawiając za sobą zgliszcza.
    Ostatecznie możesz biegać maraton w Bostonie i dychę w Krynicy -tam jest cały czas z górki. Tylko upss... pamiętaj, że jacyś kretyni nie dali atestów tym trasom :-)
    r.

  • beztlen

    Rob - to również jest moje miasto (mimo, że za nim nie przepadam), mojego Taty, Dziadka i Pradziadka...i zgadzam się z Bartkiem. Oprócz wspomnianych podbiegów (wierz mi poczujesz Międzyparkową - trenowałem tam 4 lata ponieważ chodziłem do LO na Nowym Mieście), fatalne miejsce startu czy kilometr przełajowy przez Łazienki - to nie Maraton Mazury, to jest niedopuszczalne w tej klasy maratonie! Nie chcę być złośliwy, ale takie "niuanse" inaczej odczuwa się biegnąc po 4:45/km a inaczej biegnąc po 4:15 czy 4:00/km...Zapewniam Cię, że trasy MW nie wytycza "masa ludzi" dobrej woli tylko Marek Tronina, który bierze pod uwagę wiele aspektów i tylko mam nadzieję, że czynnik finansowy nie jest decydujący. Przyjeżdża następnie Tadek Dziekoński i w asyście policji wykonuje atest trasy proponując ew kosmetyczne korekty. Uważam, że MW powinien wzorować się na Berlinie a nie Paryżu czy Krakowie.
    Rob - nie trzeba zadawać sobie trudu ...taka trasa jest już wyznaczona, to trasa pierwszego Maratonu Warszawskiego (Maratonu Pokoju)....a trasy w Bostonie i Krynicy (dzięki Rob za to porównanie - mimo, że już nie jestem dyrektorem FB ciągle się z nim utożsamiam) maja atest:)... tyle, że ew wyniki lepsze od najlepszego wyniku w historii maratonu czy najlepszego wyniku w historii polskiej LA w biegu na 10 000 m (rekordy tylko na bieżni) nie są za takie uznawane.
    Na koniec, znów z całą sympatia do Ciebie, myślę że to nie jest dobry pomysł mieszać sport i historię. Zakładam, że cały czas jesteś pod wpływem wczoraj przytoczonego przez Ciebie listu:)

  • 1.marsz

    pict - biegłeś berlin więc już zawsze na innej trasie będziesz miał pod górkę:)

    teoria "przepływu" (flow) została oczywiście już dawno temu "odkryta" i opisana przez amerykańskiego psychologa o słowiańskim chyba pochodzeniu i nazwisku
    (na literę c) tak trudnym, że prawie niemożliwym do wymówienia...
    "flow" jest moim zdaniem jedną z ciekawszych humanistycznych teorii naukowych (ale nie znam ich zbyt wiele), o ile zgadzamy się, że psychologia jest nauką:)

    rob - ja się bartkowi nie dziwię, jego interesuje tylko wynik, a nie zwiedzanie warszawy, oczywiście trzeba mieć świadomość topografii miasta ale organizatorzy nagminnie nadużywają określeń "szybka trasa", lub co gorsza potykają się o własne słowa jak np. na nocnej połówce we wrocławiu...

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    Tomek OK - ja sie ze wszystkim zgadzam. Może niepotrzebnie się nadto rozpisałem bo chodzi mi w zasadzie o jedną rzecz - zwyczajnie po ludzku nie podoba mi się używanie w stosunku do ludzi, którzy w najlepszej wierze wykonują swoją pracę określeń typu kretyn czy pojeb tylko z tego powodu, że nie podoba nam się profil trasy czy pora biegu.

  • 1.marsz

    gdzie deklarowano, że trasa ma być tak szybka, żeby "ludzie przyjeżdżali tu po życiówki jak do berlina", po czym puszczano biegaczy po mostach i wiaduktach, których iluminacja była punktem programu europejskiej stolicy kultury - głupota czy hipokryzja, a może obawa, że nikt by tych mostów nie chciał bez biegu oglądać - a tak świetnie to w mediach wyglądało i ludziom (zwłaszcza kibicom) też się podobało - ok ja rozumiem ten poziom manipulacji ale uważam, że było to skrajnie nieuczciwe w stosunku do części biegaczy...., nie mam nic przeciwko biegom krajoznawczym historycznym, kulturalnym, tudzież innym ale jak ktoś zapowiada przede wszystkim szybką trasę, to niech się z tego zobowiązania wywiąże - wzorzec jest znany - po co to ściemnianie?
    marsz

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    @Marsz :) ale organizaor MW nigdzie nie napisał, że to szybka trasa.. to tylko takie nasze tutejsze wnioski.
    Ale, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości to jest udostępniony profil:
    pzumaratonwarszawski.com/wp-content/uploads/2015/08/PROFIL-TRASY_1.png

  • 1.marsz

    jasne rob, pisałem ogólnie, za przykład podając wrocław:)

    a'propos flow, to przypomina mi się taki trening - jeden z ostatnich przed maratonem we frankfurcie, biegło mi się fenomenalnie lekko i szybko jak na pierwszy zakres - tak to wtedy zanotowałem: "15km/439/141 bpm owb1 - trening,
    o którym mówi się, że warto dla nich biegać, prawdziwy flow, czysta radość - przebudziłem się na 12 km i już zaraz trzeba było kończyć"
    marsz

  • pil00

    jako, że na co dzień rysuje sobie takie mapki rowerowo/biegowe to zrobiłem na szybko profil trasy-do poprawy pewnie kilka miejsc+wloty, zbiegi z mostów-mapa na stronie nie jest super szczegółowa, więc mogą być błędy.

    www.geocontext.org/publ/2010/04/profiler/pl/?topo_id=56603

    odcinek na Międzyparkowej rzeczywiście wygląda na ciężki, szczególnie na tym etapie trasy :P

    Michał

  • pil00

    biegłem Nocny we Wrocławiu, oficjalnie drugi - w praktyce pierwszy i muszę przyznać, że chyba miałem wtedy jakiś "flow", bo biegło mi się tam znakomicie mimo licznych mostów i bruku - tak mi się podobał krajobraz miasta, że to autentycznie mnie niosło + godzina zawodów, która odpowiadała porze w której najczęściej robię treningi. W każdym razie wyszła wtedy życiówka z dużym zapasem sił i lekkimi nogami :-) Po tym biegu przestawiłem sobie głowę i postanowiłem nie zamęczać jej takimi niuansami jak kierunek wiatru, wysokie temperatury, czy profil trasy - jak ma być życiówka to będzie, w laboratoryjnych warunkach i tak nie miałoby to smaku :)

    Biego - powodzenia w sobotę, bardzo ci zazdroszczę tego biegu- pamiętaj że najważniejsza jest zabawa :)

    Michał

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    Rob, niekoniecznie. Na oficjalnym profilu MW jest napisane "Widowiskowa i wyjątkowo szybka". Współczuję Wam startu, tam można iść na randkę, a nie puszczać 10 tys ludzi.

    Dojrzałam. 50' marszobiegania :)))) W największym słońcu i saunie, nudno, grzecznie (prawie, jedno powtórzenie więcej), z dłużącymi się przerwami, ale niech kolano stopniowo przyzwyczaja się. Daję sobie 4 tygodnie na marszobiegi, w międzyczasie MRI. Fajnie wrócić na pętelkę w M-lesiu!

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    A jednak, Rosja wykluczona z IO.

  • podopieczny_bartek

    Rob, oczywiście, że obiecują i lansują się na maraton światowej klasy. Chyba widokowo, ale gdybym biegał dla walorów widokowych to, tak, jak pisze Tomek - wybrałbym maraton mazury, zamiast oglądać betonowe "cuda" architektury...
    Może niepotrzebnie użyłem formuły: "trzeba być pojebanym" (zresztą z góry za to przeprosiłem:)) , ale wszystko pozostałe i cały kontekst podtrzymuję - do dupy taki maraton i tyle. Z mojego, podkreślam, pkt widzenia. Absolutnie nie zamierzam Tobie, czy komukolwiek innemu odbierać radości z biegania przełajów w centrum warszawy

  • pict

    Profil nie wygląda źle. Trudno mi powiedzieć - spróbuję pewnie i zobaczymy.

    @kamil - oczywiście, że Berlin. Ale z drugiej strony Ty biegłeś Lublin, więc nie ma już dla Ciebie trudnych maratonów miejskich ;-) a ja w tym roku (jak co roku) też mam go w nogach ;-)

  • biegofanka

    Michał, dzięki:)) będzie zabawa:))

  • biegofanka

    Od rana jestem dziś we Wrocku, musiałam coś załatwić, teraz u syna, potem jedziemy do Rynku, posiedzieć,cos zjesc, nastepnie w stronę stadionu... piękny dzień, dobra pogoda na wieczór powinna być:)

  • 1.marsz

    biego - widzimy się przed lub po nocnym?
    marsz

  • kamilmnch1

    Wczorajsza integracja mnie zmęczyła. Alkohol i mało snu. Na szczęście w ramach krótkiego treningu obiegłem bazylikę w Licheniu. Zaraz zacznę ćwiczenia, dopiero drugie w tym tygodniu.

  • biegofanka

    A biegniesz Marsz?

  • johnson.wp

    Pict - masz talent do dyskusji w trudnej atmosferze :) Podziwiam Twój spokój, widać lata treningu w debacie publicznej, prawie flow :) Podziwiam również, że tak konsekwentnie trenujesz, bo nikt pod naszymi blogami, oprócz latających ponad nimi, nie ma takiej twardości. Co do rozwoju po 50-tce, to obawiam się, że odpowiedź będziesz musiał po prostu kupić, takie czasy...

    Pjachu - podajesz przykłady z dyscyplin technicznych i to faktycznie jest mistrzostwo wielopoziomowe. Bieganie to prosta dyscyplina wytrzymałościowa i potrzebuje wyuczenia się kilku zaledwie wektorów, no chyba, że amator (jak ja np.) musi podciągnąć stabilność stóp i kolan, żeby mu się nogi nie chwiały. Ten rodzaj wyczucia ciała, o którym piszesz wymaga znacznie więcej talentu (czyli lepszej biologii z urodzenia) i pracy w porównaniu do biegu, aby stał się perfekcyjnie wyćwiczonym automatyzmem. Każde mistrzostwo techniczne jest takim automatyzmem, który przez powtarzanie kodujemy w niższych czyli pierwotniejszych niż myślenie ośrodkach mózgowych. Jest więc tak jak piszesz - doznanie fizyczne a nie mistyczne. Wyuczony automatyzm biegowy od pewnego poziomu wyćwiczenia pozwala oszczędzać energię wyższych ośrodków korowych, odpowiedzialnych za rozumienie tego co się dookoła dzieje, no i mamy mistrza :)
    Taki sam flow ma szewc, który nie myśli jak szyć buty tylko je szyje i każdy kto rozpędzi się na rowerze, gdzie jeszcze mniej jest do myślenia. Tyle że szewc przy wykonywaniu swojego mistrzowskiego fachu może z nami ze spokojem pogadać :)

    Czecza - cieszę się, że jesteś już 50+ :)

    Biegowo u mnie dobrze, tzn. dupa co jakiś czas boli :)

  • pict

    @johnson - zakładam, że to nie ironia, więc jestem dumny z tego co przeczytałem ;-)
    Uważam, że w internecie dyskusje są bardzo trudne - pewnie kilka razy już to pisałem, ale ludzie którzy nie ubliżaliby sobie w rozmowie twarzą w twarz zaczynają opluwać siebie w necie. Trzeba na to uważać. I zrobić zlot ludzi spod bloga przy okazji maratonu w Lublinie (bo on łączy szosę i góry ;-).

    Tak czy inaczej w odpowiedzi dla pajchu napisałeś dokładnie to, co było w tym tekście z "Biegania". Czyli trening biegowy jako utrwalanie pewnych "połączeń" w mózgu. że to wszystko z czasem zaczyna po prostu szybciej działać. W przyszłym tygodniu siądę i postaram się wyszperać ten tekst. On był niezwykle inspirujący, skoro czasem jeszcze na treningach go wspominam...

  • kamilmnch1

    Podwójne życie Weroniki:
    Zapraszamy

  • kamilmnch1

    ocochodziwbiegu.com/

Dodaj komentarz

© ocochodziwbiegu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci