Menu

ocochodziwbiegu

Drink, Sex and Run For Fun!Go hard or chlej in home!

Orzeł wylądował.

k2bell

Orzeł wylądował. Chciałoby się napisać. Ale żaden ze mnie orzeł. Ni fazy lotu, ni gracji, ino faza wynikła z konsumpcji podczas świętowania. Ponieważ mimo wszystko było co świętować. (Przerwa, idę otworzyć piwo). (Niestety kufel był zanieczyszczony płynem do mycia naczyń...). 

Rozpoczęcie trenowania pod okiem tego co chodzi szybciej niż biega musiało wreszcie nastąpić. I owego dnia była rozmowa telefoniczna podczas której padło stwierdzenie, że czas najwyższy przygotować się poprzez półtora- dwugodzinne spokojne bieganie do trenowania. Nadal, choć bardziej w głowie przeszkadzało i groziło rozcięgno. Był urlop w Hiszpanii i rozkosze podniebienia. I przyszedł ten dzień. Wytruchtałem. 

Pierwsze tygodnie nie były łatwe. Trenowanie pomiędzy obfitością kolejnych podróży wraz z pokusami. Meksyk, Curacao, Gruzja. Nie było łatwo, tym bardziej, że waga stała jak zacięta.  (Tutaj nastąpiła złośliwość komputera i straciłem część tekstu). Po drodze złapał mnie koklusz, który zabrał trzy tygodnie trenowania. Zrezygnowałem ze startu w Rotterdamie na rzecz Warszawy. Rodzina, praca, stres. Słaby sen, problem z regeneracją. Takie zwyczajne przeszkody w bieganiu prawie każdego amatora.

Trener modyfikował plan w razie potrzeby. Trenowałem jak mogłem. Ostatni okres w prawie abstynencji, tak jak obiecałem bez mocnych trunków. Przyjazd do Warszawy również nie obył się bez komplikacji. W związku z brakiem startów podczas przygotowań nabrałem głodu rywalizacji. Tym razem nie stresowałem się przesadnie przed startem. Czułem swoje braki i postanowiłem po prostu oddać dwa dobre skoki. Czerpać radość, szukać rytmu. 

Nocowałem u siostry bliźniaczki. W drodze na expo sprawdziłem, że to ok dwudziestu minut drogi do startu. Świetnie. Na miejscu nie wpadłem na Tomika. Zderzyłem sie wzrokiem z Rosołem, z którym mam zaległy trening za wsparcie akcji wydania gry planszowej:

 Kingrunner

artykulkingrunner_wygraj_maraton_gra_planszowa_o_bieganiuphoto1x480xPorozmawialiśmy. Zrelaksowałem się. Wróciłem do siostry na lazanię. Czekała mnie krótka noc, ale ważniejsza była ta dzień wcześniej. 

Od rana chodziłem niespokojny. Pogoda za oknem, że kota bym nie wygnał, dla mnie w sam raz na walkę. Krótkie spodenki, biały podkoszulek w razie słońca, białe skarpety jak morze sudokremu w kroczu, na sutkach ulubiony plastikowy plaster pieczołowicie przyklejony by nie objął włosów, niebieskie buty, pożyczona od bliźniaczki chusta i stanąłem w swej zbroi na błoniach stadionu narodowego. Spotkałem i biegaczy z Bydgoszczy- biegające małżeństwo Anettę i Krzyśka (zazdroszczę), Asię, Pawła i Rafała z obozu, tym razem jako zające na dychę (na pewno nie za dychę) a na deser podczas rozgrzewki Wojtka. Zabrakło Roba, Beztlena czy Bartka. Schłodzone emocje wiatrem ni to ze schodu, ni to z zachodu, ni to dobrej zmiany, pozwoliły ograniczyć spluwanie pod nogi i odruchy (tradycyjne) refluksowe. Stanąłem w strefie. Długiej jak problemy z rozcięgnem. Przez chwilę wędrowałem na jej koniec by być jak najbliżej zająców na 3:30 ale tam tłum zgęstniał w związku z czym wycofałem się na pierwotną pozycję. 

Nie za szybko, spokojnie. Nigdzie się nie spiesz. Krok za krokiem.

 73745MOR16489042000101mor16_01_mkd_20160424_091427

Częściej z głową wbita w asfalt niż w plecy zawodników. Niekiedy sypnęło otrzeźwieniem w oczy.

73745MOR16489042000101mor16_01_mta_20160424_121701_1

Krok za krokiem spokojny bieg, tak samo pierwszy podbieg przed czwartym kilometrem. Szukałem rytmu.

73745MOR16489042000101mor16_01_pkl_20160424_092149

Zazwyczaj około siódmego ósmego kilometra przychodzi. Wreszcie. Biegłem niezdarnie wbijając osiemdziesiąt sześc kilogramów zamiast siedemdziesięciu ośmiu w asfalt. Co się działo?

73745MOR16489042000101mor16_01_sch_20160424_115819

Nic szczególnego, raz zawiało, co dziewięć kilometrów żel, czasem przepychanie przy wodopoju z tymi co k...a tylko patrzą na siebie i zajeżdżają drogę. Wiem wiem, gdybym biegł na złamanie trójki to by było luźniej, ale za to samotniej. Około szesnastego kilometra pojawił się wyczekiwany lekki ból w nogach. Uff. Drugi żel. Truchtam miastem Waszym a w nim... Nagle, co to? Powsin? Bynajmniej prawie jak na polu wiatr szczerzył zęby i nawet chowanie się w tłumie nie przyniosło ulgi. Dwudziesty któryś kilometr. Już odliczałem do dwudziestego siódmego, do trzeciego żelu. Potem było już gorzej. Walczyłem żeby utrzymywać tempo poniżej pięć zero. Już było ciężko. W głowie miałem słowa trenera- do trzydziestego biegnij po pięć a potem jak uważasz. Prawdopodobnie trener nie rozważał, że zejdę z trasy a raczej iż przyspieszę. Pewnie, że myślałem o tym, nie tak poważnie jak kiedyś podczas maratonu ale jednak. Przypomniałem sobie słowa Picta oraz że jednak nie po to tyle się przygotowywałem, żeby teraz łapać w szczerym polu furmankę i potem żałować że przegrałem. Nie pamiętam na którym kilometrze dostałem mocny i rześki doping od Agaty i Kingi- Rabka górą! 

Trzydziesty za mną i co teraz. Tak jeszcze dwa kilometry rozmyślałem stopniowo tracąc siły. Energetycznie byłem najlepiej przygotowany jak tylko mogłem, na żadnym maratonie nie czułem się tak dobrze w tej cegle. To co zaczęło przesadzać i narastało to ból w udach- czworogłowy, lewy Achilles który mnie wystraszył jak wytrysk podczas płodnych dni oraz rozcięgno w prawej nodze. Stopniowo zamieniałem się w ołowiany pomnik człapiący w poszukiwaniu cokołu. Niczym biegnący przez zastygający beton. W głowie coraz groźniej huczało- stój głupi h..u!!! Wahałem się. Na duchu podtrzymywała mnie myśl, że jeśli się zatrzymam to będzie dłużej trwała droga do mety a i życiówka powie- pi...l się frajerze. Tempo spadło poza szóstą minutę. Zaciskałem zęby rozmyślając co zjadłem przez ostatnie tygodnie, że nie straciłem wagi do satysfakcjonującego poziomu. Przed trzydziestym siódmym kilometrem zacząłem maszerować by w spokoju zjeść żel. Potem ruszyłem niezdarnie dupę w troki. Mama mia. Im bliżej mostu, tym wzmagał się doping i moja chęć by przyspieszyć to co zacząłem prawie trzy i pół godziny wcześniej. Krok za krokiem. Biegło mi się coraz lepiej. Nie dlatego, że wiedziałem że będzie nowa życiówka. Dlatego, że czułem ból, walczyłem ze słabościami. Czterdziesty kilometr na moście.

73745MOR16489042000101mor16_01_gbs_20160424_121250

 73745MOR16489042000101mor16_01_gbs_20160424_121250_11

73745MOR16489042000101mor16_01_gbs_20160424_121251

73745MOR16489042000101mor16_01_gbs_20160424_121251_1

Jeszcze tylko trochę z górki. Jak się okazało to nawet i pod górkę później było. Ostatnie set metrów mogłem przeznaczyć na wariacki bieg na złamanie karku ale tym razem organizm pohamował ułańską fantazję i rozważnie pobiegłem w stronę widocznej mety.

73745MOR16489042000101mor16_01_mz_20160424_122411_1

73745MOR16489042000101mor16_01_pbr_20160424_122412_2

 

Było tłoczno, tak to bywa jak się w takim czasie pokonuje maraton. Wbiegając rozłożyłem ręce w geście- nie tak miało być- ale to tylko pod publiczkę.

73745MOR16489042000101mor16_01_mwd_20160424_122421_1

 

Za metą zawilgotniały oczy. Gdy ktoś pyta po co te maraton, po co te bieganie to niech wie. Dla tej chwili osobistej chwały i wzruszenia gdy pokonuje się słabości i łamie kolejne nawet minimalnie bariery. Gdy organizm zalewa fala spazmu i pojawia się wykrzywiony bólem radosny uśmiech.

Zrobiłem to!

Czekam na kolejny! 

Komentarze (58)

Dodaj komentarz
  • podopieczny_bartek

    Życiówka, to życiówka i już. Nic dodać nic ująć:) gratulacje!

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Podpisuję się! Kamil gratulacje!

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Czcz

  • pict

    Gratulacje! Ja za tydzień w Lublinie życówki nie zrobię, pewnie przegram z trasą i pogodą 3h, ale zamierzam się świetnie bawić, bo forma jest, moc jest i będzie super.

  • k2bell

    Chris Solinsky trafił na ścianę, zauważcie, za szybko pobiegł pierwsze pięć kilometrów:
    www.magazynbieganie.pl/australijski-pogromca-padl-w-londynie/

  • podopieczny_bartek

    Sprostowanie - Mottram, nie Solinsky:) Solinsky właśnie zakończył karierę, był pierwszym białym, który zszedł poniżej 27' na 10km

  • k2bell

    Odstawię alkohol.
    Chociaż nie dziś bo będziemy na weselu.

    Biegofanko, jak półmaraton?

  • biegofanka

    Kamil - masz siłę... gdyby nie ten dodatkowy balast kilogramowy, spełniłbyś całkowicie swoje kolejne marzenie:)) ale co się odwlecze...;)

  • biegofanka

    Mój półmaraton górski dzisiaj rewelacyjnie:)) wynik: 02:07:39, pierwsze miejsce w kategorii wiekowej:)) trasa wg mnie dość lajtowa. Pogoda dopisała, atmosfera też... biegło mi się bardzo dobrze i oczywiście jak zwykle, nic mnie nie boli, znowu nie dałam z siebie wszystkiego, tylko treningowo asekuracyjnie. Czuję się jak młoda bogini;))

  • biegofanka

    Teraz zastanawiam się... w ramach podziękowań dla siebie, może chociaż campari z pomarańczem się napić... bo na mocniejszy trunek nie mam dziś ochoty;)
    czuję się naprawdę rewelacyjnie:)) takich biegów mi potrzeba.
    No to teraz dalsze przygotowania, najpierw pod półmaraton nocny w czerwcu a docelowo 110 po górach w lipcu... na to czekam, aby się ze sobą zmierzyć;)

  • k2bell

    Jestem Biego fanem!
    Bardzo niehigeniczne wesele.
    Ostatni dzień przed powrotem do biegania.

  • k2bell

    03: 24

  • biegofanka

    Ale musiało być bardzo wesoło, skoro tak długo wytrzymales;)

  • biegofanka

    A ja skromniutko, tylko campari. Zbieram się, żeby po syna jechać. Ktoś go musi z obozu odebrać. Pogoda się dziś zmienia. Teraz to już może padać;)

  • k2bell

    Oj niezniszczalne dzieci.
    Czemu nie spały dłużej.
    Póki co nici z biegania więc spróbuję zwlec się na śniadanie.

  • pict

    Koniec treningów. Dziś 6x1km w upale. Ciężko, ale przyzwoicie. Miałem opcję ograniczenia treningu do 4 powtórzeń, ale stwierdziłem że ważniejszy jest jego aspekt psychologiczny. Zrobiłem i ostatni odcinek wyszedł lepiej niż 3,4 i 5.

  • kamilmnch1

    Pict, to jaki czas planujesz uzyskać?

  • pict

    Będę walczył o 2:59, ale zdaję sobie sprawę że trasa jest delikatnie mówiąc wymagająca...

  • kamilmnch1

    Raz biegłem maraton w Lublinie. Piękne miasto, diabelski bieg. Górki i pagórki w upale.

  • johnson.wp

    Brawo Biegofanko, jesteś boginią :)

  • kamilmnch1

    Kolejny mecz nie po mojej myśli. Rano pójdę pobiegać.

  • biegofanka

    Johnson - tylko zartowalam;) w ogóle muszę w końcu do Ciebie zadzwonić:) dawno nie słyszałam zeczowego głosu profesora:)

  • biegofanka

    Też jutro rano trening biegowy robię, a dziś była silownia: głównie ćwiczenia stabilizacyjne i rozciagajace:)

  • kamilmnch1

    Trzydzieści kilka minut za mną. Chłodno, słonecznie, rześko. Czułem jak wychodzi ze mnie wesele. Również fajki. Zacząłem detoks.

  • biegofanka

    A ja miałam trening biegowy w planie i niestety, powrócił dziś kłopot z okiem. Powinnam przez parę dni unikać wysiłku. Jutro mam siłownię i zastanawiam się, które z ćwiczeń zrobię.

  • kamilmnch1

    Biegofanko, zdrowie przede wszystkim. Odpuścić siłownię to nie grzech.

    Garmin padł ze zmęczenia ale ok 40 min w lesie za mną. Więc na badanie krwi chyba w poniedziałek pójdę.

  • pict

    A przede mną już tylko maraton lubelski ;-) wczoraj pobiegałem ostatni raz - owszem nosi, bezwiednie biegam po 4:40 min/km, jest moc. Ale czy to moc na 2:59 w Lublinie to nie wiem - najgorsza nie wydaje mi się nawet trasa, ale fakt, że dzisiaj o 9:30 było 19 stopni. To nie jest dobry prognostyk - szczególnie, że jeden trening tyko robiłem tej wiosny w podobnych warunkach.
    A poza tym - całkiem niezobowiązująco - chciałbym podzielić się z Wami czymś naprawdę interesującym. Rozmowa o naszym świecie. Bohater mojej pracy doktorskiej z jednym z liderów politycznych (no właśnie czego? chyba świata pracy) youtu.be/szIGZVrSAyc warto.

  • biegofanka

    Pict - będzie dobrze na start. W Lublinie w niedzielę chyba ma padać?;)

  • biegofanka

    Kamil - niedobrze, bo właśnie teraz biegania i ćwiczeń potrzebuję;)

  • kamilmnch1

    A ja właśnie Festiwal Piwa u siebie.
    :)))

  • biegofanka

    A ja zamiast się odstresowywać po pracy, to siedzę przed kompem i próbuję coś jeszcze dopisać, choć wiem, że promotor jutro nie będzie zadowolony. Nie zdążę chyba w pierwszym terminie, jak tak dalej pójdzie. Nie mam już motywacji i weny, aby dalej analizować teorie tłumaczeniowe w historii literaturoznawstwa niemieckojęzycznego i przy okazji dokonać krytyki przekładu, nawiasem mówiąc, dobrej książki Maxa Frischa "Homo Faber". Niestety, istnieje jedyny przekład do dzisiaj i niezbyt udany. Zdecydowanie lepiej przeczytać w oryginale. Choć temat dla mnie ciekawy, to jednak potrzebuję więcej "wolności" od spraw zawodowych.

  • biegofanka

    Do tego to "rozlane" czerwone oko, w którym w dodatku uczucie kłucia jest, niezbyt pomaga w pisaniu. Już rok wcześniej też żyłka pękła i kilka dni z takim okiem chodziłam. Ciśnienie w oku w porządku, a kolor i nieprzyjemne uczucie po kilku dniach powinno przejść.

  • biegofanka

    Jedni się bawią, a innych, jak ja, na własne życzenie, przyjemność w tej chwili omija. Ale odbiję sobie;)

  • biegofanka

    Pict - super pogody dla Ciebie do zrobienia upragnionego czasu życzę:)) Jest moc, będzie wynik:))

  • biegofanka

    Lublin chętnie kiedyś zwiedzę. Z tamtych okolic, to najbliżej Rzeszów i okolice znam ze względu na pochodzenie rodziców mojego taty, ale w Lublinie nie byłam jeszcze. Dotarłam tylko do Zamościa, dawno temu to było...

  • kamilmnch1

    W Rzeszowie to jest za przeproszeniem cipa
    Jakoś się nie najebałem. Choć to nie było celem. Dużo za to zjadłem. Na komórce widziałem nowy plan. Przeszły ciarki.

    Biegofanko, o czym Ty piszesz... ;)

  • biegofanka

    Nie sama pracą i biegania człowiek żyje:)

  • biegofanka

    Kamil, kiedy ostatnio byłeś w Rzeszowie? Duże inwestycje tam poszły i przez to zmiany na lepsze:) no i ta autostrada, nareszcie szybko można dojechać. Mieliśmy filię tam, więc też zawodowo bywalam.

  • kamilmnch1

    Cipa czyli taki pomnik. Do miasta nie mam zarzutu. Byłem przejazdem w drodze w Bieszczady.

  • pict

    @kamil - chyba zburzyli tę cipę już za przeproszeniem?

  • kamilmnch1

    Serio? Cieszę się, że było mi dane ją zobaczyć.

  • kamilmnch1

    wielkacipa161.wordpress.com/2012/06/22/legendarna-wielka-cipa-czyli-komunistyczny-pomnik-w-rzeszowie/ nie wiem czy aktualne.

    Potruchtałem prawie czterdzieści minut w ulubionym zakątku. Potem po długiej przerwie ćwiczenia w domu i zaraz obiad. Śniadanie jadłem około północy.

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Tez potruchtalem m.in. w parku szczesliwickim. Park dzis opanowany przez sztafeciarzy. Jutro kolejne tury, czyli weekend z ekiden. Biegne jutro w sztafecie warty na drugiej zmianie. Dystans 10km czyli w tym przypadku 4 pętle po 2,5km. Obejrzałem trasę. Bardziej idiotycznie nie dałoby sie juz tego wytyczyć... O wielkich wynikach mozna zapomnieć wiec pozostaje pobiec mocny trening. Podczas rozruchu zastanawiałem sie jak to rozegrać jutro taktycznie zeby pobiec z narastającym tempem. Po ile ruszyć, kiedy i o ile przyspieszyć. Wymyśliłem ze na koniec rozruchu pobiegne na wyczucie 500-600m w takim tempie jakim chciałbym ruszyć pierwsza pętle. Tak zeby organizm poczuł wysiłek ale na pełnej kontroli. Wyszło tempo 3'59" na tetnie do 160. I tym sposobem plan na jutro gotowy:)
    Piekna pogoda i bardzo juz ciepło. Chce sie Ż;)

  • beztlen

    Bartek, widzę, że zaczynasz trenować intuicyjnie bez trenera.

  • podopieczny_bartek

    w życiu!

  • kamilmnch1

    Biegniesz jeszcze Pict?

    Wróciłem po godzinie świetnego dla głowy biegania. Biegłem głównie po lesie tam gdzie mnie oczy poniosły. Dla samego przebywania.

  • Gość: [rob] *.dynamic.chello.pl

    Pict 03:02:47 i 20 msc open

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Mocno powalczył, brawo!

  • Gość: [rob] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Bartek, a jak Tobie poszło?

  • pict

    To jest bardzo trudna trasa - bardzo. Na połówce gdy mieliśmy dokładnie 1:30 wiedziałem, że będzie ciężko - ale walczyłem, mimo że przed sobą miałem podbieg między mniej więcej 30 a 36km - taka długa monotonna droga raz po równym, częściej w górę. Powalczyłem, dałem z siebie wszystko, czas sprzed roku poprawiony o około 4 min (wtedy był trochę chłodniej i zmoczył nas deszcz - dziś słońce i wiatr). Udało mi się - jak pisze rob wskoczyć do pierwszej 20stki (co do miejsca na którym jestem mam jakieś sprzeczne dane, ale minimum 20 jak pisze rob) - musiałem o to walczyć bo od 40km naciskał mnie rywal, ale ostatni kilometr pobiegłem na tyle szybko, że nie dałem się wyprzedzić. I mam chyba cel na przyszły rok - złamać 3kę w Lublinie ;-) oceniam, że trzeba biegać normalny maraton w granicach 2:50-2 żeby się to udało. Ogólnie było fajnie - teraz czas na spanie a potem chyba coś wypiję ;-)

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    U mnie bardzo przeciętnie. Miało byc bnp wyszło tempo run w 39'15", biegłem na tętno, starałem sie trzymać 175. Juz na rozgrzewce miałem jakieś ociężale nogi, a na trasie było bardzo cieżko-goraco, wiatr i to ci najgorsze-najbardziej porąbana trasa na dychę jaka widziałem, jak to ujął Hubert D. - pokręcona jak jelito:)

  • podopieczny_bartek

    Dobre wieści z Ekidenu! Czas mojej sztafety to 2:58:40 i III wsród ekip ubezpieczeniowych. Miła wiadomość:)

  • podopieczny_bartek

    a tu oficjalne wyniki, III miejsce wygraliśmy podobno o 2":)
    ekiden.pl/2016/05/08/wyniki-ekidenu-2016/

  • biegofanka

    Pict - gratuluję:) właśnie wypilam za Twoje miejsce:)

  • biegofanka

    A drugi toast za waszą sztafete Bartek:)

  • biegofanka

    Dziś z samego rana przed wyjazdem na uczelnię lajtowy trening, żeby nie było mocnego wysiłku. Nie wytrzymalam, bo tak pięknie za oknami było;)

  • podopieczny_bartek

    Dzięki i wzajemnie na zdrowie!:) miałem nie pić dzisiaj, ale skoro wpadło podium, to dobre wino musi zostać odkorkowane:)

  • pict

    A ja piję za Was. Za to, że tutaj tak fajnie sobie rozmawiamy i się wspieramy. Proletariacki Grants z colą, part 1.

Dodaj komentarz

© ocochodziwbiegu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci