Menu

ocochodziwbiegu

Drink, Sex and Run For Fun!Go hard or chlej in home!

Bohater.

k2bell

Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe. Mam nadzieję, że to jeszcze nie ostatnia Twoja życiówka w tym sezonie.

Poczułem tylko odrobinę emocji, gdy przejeżdżałem pod jakimś wiaduktem po którym biegliście. Był żal, że mnie tam nie ma i ciekawość jak Wam pójdzie. 

Zazdroszczę walki i emocji. Zatem przeklejam  z komentarza:

A mój bieg ułożył się dobrze choć taktyka legła w gruzach już na starcie :) No ale kto wie? Może właśnie dlatego się udało? Może jak byśmy pierwszą piątkę zrobili tak jak planowaliśmy po 4:25 to by zabrakło czasu na gonienie wyniku w drugiej części? Pierwszy kilometr to oczywiście slalom i mega szarpanie. Później trochę lepiej, ale sporo zakrętów i znów wahania tempa. Pierwsza piątka po (4:19, 4:16, 4:26, 4:19, 4:25). Źle to nawet nie wyglądało. Niestety na wysokości stadionu Polonii rozwiązał mi się but i musiałem zatrzymać się na poboczu. W strefie 01:30-01:35 nie jest to takie proste bo jest ciasno. Straciłem na pewno z 15", krzyknąłem tylko na Zbyszka, żeby nie czekał. Jak wstałem to puściłem się w pogoń - choć tego nie planowałem - i dogoniłem Zbycha przy pić stopie przy parku traugutta więc zaledwie po jakichś 300-400 metrach. Ten kilometr wyszedł w 4:16 więc kosztował mnie na prawdę sporo sił. Później wichura na moście gdańskim i podbieg ze zbiegiem z wiaduktu również dały mi się we znaki. Tam też złapała mnie kolka i wysiadłem z naszego 2 osobowego pociągu. Odpocząłem, wziąłem żel z kofeiną, uspokoiłem oddech i na skrzyżowaniu Placu Hallera i Jagiellońskiej znów dogoniłem Zbycha. Zatem oddzielnie biegliśmy ze 2-2,5km. Ta piątka wyszła po (4:16, 4:19, 4:19, 4:19, 4:22). Na 11km dołączył Tomik i wniósł trochę optymizmu bo zaczął trajktotać jak to zajebiście wyglądamy jak na ten moment biegu, i, że przy takiej pogodzie nie może się nie udać. Tam też zupełnie nieoczekiwanie poznałem Marsza - choć z wyników wygląda na to, że biegliśmy długi czas obok siebie. Szkoda, że akurat tam złapały Cię problemy. Tomik po dołączeniu do nas wziąłem na siebie ciężar prowadzenia. Zakazał nam patrzenia na zegarki - używając przy tym słów powszechnie uznawanych za obelżywe - zwracał uwagę na technikę i nieustannie motywował. Za to należą mu się oddzielne podziękowania co też wczoraj uczyniłem na mecie. Niestety Zbyszek zaczął słabnąć na moście świętokrzyskim Tomik krzyknął do mnie, żebym dalej szedł po swoje a sam postanowił pomóc Zbychowi. Ja wiedziałem, że niedaleko za Centrum Nauki Kopernik będzie moja żona z rozgazowaną colą więc w geście solidarności też trochę zwolniłem. Po wzięciu coli wypiłem z 1/3 butelki i zatrzymałem się, żeby poczekać te kilka sekund i dać nektaru Zbychowi, ale to już chyba nie pomogło. Tam się pożegnaliśmy i ja poleciałem po swoje już samotnie. Ta piątka wyszła w (4:18, 4:14, 4:14, 4:25 (most), 4:19). Dalej biegłem już sam. Wyłączyłem myślenie i zacząłem sobie wizualizować ile mi zostało do mety nakładając ten dystans na swoją standardową codzienną biegową trasę. Wyszło mi, że jestem już niedaleko domu :) Wiedziałem jednak, że najgorsze dopiero przede mną. Po wbiegnięciu w Aleję Tomasza Hopfera dostałem wiatru w żagle. Biegałem tam ostatnio sporo i wiedziałem też, że cierpienie nie potrwa już długo. Tam też dopiero zacząłem na dobre kalkulować w głowie, że 01:32 - co brałem jako plan maksimum - jest na prawdę w zasięgu ręki. Trzeba było jednak spiąć poślady w końcówce. Kilometr z podbiegiem wziąłem na 3/4 mocy w 4:39 z czego sam podbieg w 01:59 - ta piątka wyszła w (4:17, 4:14, 4:17, 4:18, 4:39). Po minięciu pomnika Piłsudskiego włączyłem jakimś cudem 5 bieg i ruszyłem po marzenia. KOD-owcy protestujący przed KPRM zagrzewali do walki ale ja już niewiele widziałem. 21kilometr w 4:13 a finiszowe 220 metrów (zegarek mi zmierzył 21,23km) w tempie 3:37. Na kilkanaście metrów przed metą widziałem jak zegar przeskakuje na 01:32:00 więc wiedziałem już, że wbiegam ze sporym zapasem netto i w geście triumfu uniosłem ręce. Czas netto 01:31:38. Według oficjalnego czasu pierwsza dycha wyszła w 43:46 a druga w 43:32. Do tego mocny 21 kilometr w 4:13 i szybki finisz. Pierwszy raz w życiu udało mi się pobiec wg negative split.
connect.garmin.com/modern/activity/1109559566

Rob.

 Bohater, część druga:

PMW 2016 - czyli szybki spacer po stolicy naszego państwa
 
Byłem bardzo dobrze skoncentrowany. Obudziłem się o 5:30. Wypiłem kawę i zjadłem 3 biszkopty z miodem. Położyłem się na kanapie z nogami do góry. Jak narciarz alpejski przed startem zamknąłem oczy i "przebiegłem całą trasę" (...)
tradycyjnie przybiłem piątkę z Tatą, wskoczyliśmy z Bartkiem przez barierki tuż za elitę. Tradycyjnie przybiłem piątkę z Bartkiem i ...no właśnie od tego momentu niewiele pamiętam...
Byłem naprawdę mocno nakręcony, pamiętam tylko niektóre klatki z tego filmu:
3 km - rozpaczliwie wydłużając krok w ostatniej chwili przeskakuję studzienkę na Placu Teatralnym
6 km - Dziki dopinguje mnie przy Parku Traugutta
8 km - "wreszcie Was doszedłem" - na 11 Listopada słyszę głos kolegi (Alex biega połówki w 72-74 minuty - wiem, że jest dobrze)
11 km - Tomik dopinguje mnie przy ZOO (jestem zatopiony w ten bieg, ukołysany rytmem grupy)  
13 km - Sokoła, Most Świętokrzyski - szybka nawierzchnia (rytmowo cały czas rewelacja, mimo, że czuję rosnący dług tlenowy,
 zaczynają mnie parzyć spody stóp, ale mam to pod kontrolą...cały bieg mam pod kontrolą)
16 km - Tata podaje mi żel na Rozbrat (grupa zaczyna jęczeć i rwać się)
18 km - zmiana nawierzchni, na szutrze w Łazienkach nie ma grzebnięcia (zaczynam rzęzić, ale jestem spokojny - wiem, że w tym stanie mogę biec 20')
20 km - podbieg, skracam krok (po Falenicy nie mam żadnych problemów, uciekam na 20 metrów filigranowej zawodniczce, którą doszliśmy na Starzyńskiego)
Ostatni kilometr - biegnę jak Forrest Gump uciekający przed pickupem tyle, że ja uciekam przed filigranową zawodniczką (z pewnością wyglądam głupio, ale jestem szybki).
Beztlen_Pmaraton_2016.04.03
Dzień po biegu nie mogłem chodzić - rwa kulszowa, kolano, łydki, stopy - czyli wszystko w porządku.
Kajetan Broniewski powiedział mi kiedyś, że jak po treningu nie leciała mu krew z nosa to nie wpisywał go do dzienniczka treningowego. Właśnie zapisuję w kalendarzu, który od kilku lat traktuje jako skróconą wersję dzienniczka: "PMW - 1:16:54, III m w kat. masters"
Beztlen. 

Komentarze (65)

Dodaj komentarz
  • kamilmnch1

    Zanim wrócę do półmaratonu to zapytam, kto z kolegów badał poziom testosteronu?
    Polecam artykuł w ostatnim numerze Wiedza i Życie marzec 2016.
    Chyba niebawem zrobię sobie badania.
    Bartek, Tobie też radzę. Oraz pozostałym narażonym na duży stres. I nie tylko.

  • kamilmnch1

    Wczoraj zmarł szwagra (tego z Indii) tata. W życiu tak już bywa, że "zawsze coś"...

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    Kamil, ten bohater to chyba trochę na wyrost :D taki raczej "bochater". Czuję się trochę jak gość z opowieści Marsza :) Żebym chociaż 01:29:59 pobiegł :)

    @Marsz - w odpowiedzi na Twoje pytanie. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale maraton to nie jest po prostu 2x półmaraton plus 15 minut. No ale oczywiście ostatnie starty pokazują, że w starych nogach trochę mocy jest. Zobaczymy jak pójdzie 24 kwietnia dyszka na Orlenie i będę się zastanawiał. Plan minimum na Kraków to oczywiście połamanie 3:30. Myślę jednak, że zaszaleję i powalczę o lepszy wynik.
    Natomiast wracając jeszcze do połówki to zdecydowanie dużo dały mi ćwiczenia funkcjonalne. Ustaliłem sam ze sobą, że od 1 grudnia zaczynam regularnie (2x w tyg. x 1h) ćwiczyć i tego się trzymam. Nic wydumanego, trochę z piłkami lekarskimi, trochę na taśmach TRX, deski, kettle, ale i sporo czasu poświęcam na mięśnie głębokie stojąc np. na piłce rehabilitacyjnej czy na desce z rolką. Dodatkowo dokładam sobie stojąc na tej piłce np. ćwiczenia z piłką lekarską. Uwierzcie mi, że po kilku minutach na piłce jestem bardziej spocony niż po 30 minutach na bieżni.
    Natomiast nici z moich planów na wagę startową. Na Biegu Niepodległości ważyłem 82kg. Chciałem na wiosnę zejść do 78-79kg. Niby żaden wyczyn. W niedzielę na wadze postawiłem 82,5kg. Łudzę się jednak, że 4 miesiące ćwiczeń zredukowały jednak trochę tkankę tłuszczową na rzecz mięśniowej - a waga w miejscu. Tak czy siak schudnąć trzeba jak się chce myśleć o kolejnych życiówkach.
    r.

  • 1.marsz

    ja badałem kamilu, bo ja już prawie wszystko badałem:)

    rob - masz rację, to nie jest + 15', to jest, a na pewno może być, + 5'!
    jeśli robisz specyficzny trening "pod maraton", to różnica w tempie wynosi 5-7"/km, tak mi kiedyś powiedziała małgorzata sobańska, bądź co bądź utytułowana maratonka, i ja sobie wziąłem to do serca i tak pobiegłem wszystkie (czy) udane maratony między 3h25 a 3h15 więc nie dotyczy to tylko zawodowców:), oczywiście waga może być utrudnieniem ale przy mocnym ns i dobrej pogodzie powinieneś myśleć o 3h15,
    (a beztlen o 2h40, choć tomek to chyba debiutuje na 42,2 więc pewna asekuracja jest wskazana:)
    marsz
    ps. oczywiście nie masz nic wspólnego z gościem, którego opisywałem, miałeś, jak wojtek, piękny bieg i dałeś świadectwo - szacun:)
    bartku - jak samopoczucie, jakie wnioski?

  • gepaard

    @Marsz, odpowiadając na posta pod poprzednim odcinkiem - tak, biegnę Orlen. Na pewno nie na życiówkę, ale 3:20 postaram się połamać.
    Ja nigdzie nie zniknąłem, nie zasuwam też jakoś specjalnie dużo. Po prostu trochę zmian w życiu i jakiś taki mało towarzyski się zrobiłem :)

  • kamilmnch1

    Proszę o uwagę, niebawem druga część odcinka się pojawi. Kolejnym bohaterem będzie...

  • podopieczny_bartek

    Tomek, zaj... biegasz i zaj... o tym piszesz:)
    Marsz, samopoczucie mówiąc delikatnie średnie. Wnioski jeszcze w drodze, na poważne przemyślenia daję sobie najbliższe 2 tygodnie i obiecuję, że podzielę efektami tych przemyśleń

  • kamilmnch1

    Testosteron, serio.

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    Tomek, ale to się czyta!

  • kamilmnch1

    Chciałem poza planem pobiec dla relaksu. Zaspałem. Rozpadało się. Może po południu. Jeśli nie to jutro jest trening.

  • biegofanka

    Kamil - to oznacza: trzymaj się planu;)

  • biegofanka

    Beztlen - z której planety zawitałeś?;)

  • beztlen

    Biego - ja tylko testuje pewne mikrocykle na sobie zanim zaproponuje je zawodnikom...testy przebiegaja nadzwyczaj pomyslnie:) Kolejny 24.04 - kod testu 169.

  • biegofanka

    Beztlen, nic dziwnego, że przyciągasz zawodników jak magnes...:)

  • biegofanka

    Rob, to samo robię, tzn. od zeszłego roku wdrożyłam plany treningowe w siłowni, żeby wzmocnić poszczególne partie i widzę na sobie, że efekt jest... nadal regularnie, od jakiegoś czasu już nie 3x ale 2x w tygodniu z rana przed pracą jestem na siłce:)

  • biegofanka

    Odnośnie treningów, wczoraj rano robiłam podbiegi, jutro rano wychodzę na interwały, w sobotę i niedzielę kolejne treningi, już krosowe, w tym jeden długi.
    Od poniedziałku zaczynam znowu swój zmodyfikowany plan treningowy, tym razem pod nocny półmaraton wrocławski (będzie to mój pierwszy płaski półmaraton, więc życiówka gwarantowana:) Co do trenowania, będą to treningi też, jeśli czas pozwoli, głównie pod lipcowy start na 110 km w dfbg:)

  • biegofanka

    Jestem bardzo zadowolona. Udało mi się dzisiaj załatwić synowi wyposażenie: piankę za darmo, rower startowy wart 22 koła za 6 tys. i do tego pomiar mocy, który miał kosztować 1.500,- (cena kat. 2,5 koła), też za darmo (krótko używane rzeczy). Dobry interes, trzeba to uczcić:))
    Syn za niecały miesiąc jedzie na obóz z klubu, będzie pływał w jeziorze, więc piankę trzeba było skombinować. Start planuje jeszcze w tym roku, więc rower na pewno mu się przyda. Buty dostał też za darmo od swojego trenera:) Zastanawiałam się, jak mi się uda tanio syna wyposażyć, a tu proszę, okazja za okazją:) ale na szczęście od czego są znajomości;)

  • kamilmnch1

    Fajka, będziesz żył w biegu?

    Pict, współczuję fali nienawiści. Ale to potwierdzenie Twoich spostrzeżeń.

  • kamilmnch1

    Biegofanko, nie chciałbym z Tobą prowadzić negocjacji.

  • biegofanka

    Kamil, właśnie syn do mnie dzwonił, że jego trener, jak zobaczył, jaki rower za tę kasę zalatwilam, to wprost zapytał, czym się zajmuję; sam chciałby taki;) po prostu mam szczęście:)

  • pict

    Nie powiem, że w ogóle mnie to nie rusza. Bo rusza od zeszłego piątku i z tym na plecach biegałem warszawską połówkę. Napisałem jedno słowo za dużo na TT. Nawet delikatnie przeprosiłem, ale potem PiS zaczął nagonkę, wysłali na mnie regionalne media publiczne, które przejęli niedawno. Poziom dziennika telewizyjnego. A jak ktoś ze mną walczy to ja się łatwo nie poddaje. Jak śpiewał pewien bard: Wygra kto się nie boi wojen.

  • 1.marsz

    podłamał mnie ten półmaraton, nie chce mi się biegać i nie biegam
    marsz

  • biegofanka

    Marsz, a może luźne bieganie na Sleze? W sobotę rano o 08.00 jestem umówiona ze znajomym biegaczem na przełęczy. Przylaczysz się? Zaczerpniesz świeżej energii, spojrzysz z innej perspektywy, np. ze szczytu?;)

  • fajka

    Kamil - będę żył w biegu, choć nie wiem jaki to będzie bieg :)

    Wiecie jak to jest złapać kontuzję Achillesa na trzy tygodnie przed głównym startem wiosny ? Po czterech miesiącach ciężkiej harówy ? Kiedy wielokrotnie niestraszny był wiatr, mróz, śnieg i lód ? Kiedy dopełniłem wszelkich starań, wynająłem trenera marząc, że będę czarnym koniem jego stajni, dbałem o dietę, prowadziłem się tak przyzwoicie jak nigdy przedtem, chuchałem na mięśnie i kości, sumiennie dbałem o ogólny rozwój, kiedy wzmocniłem mięśnie i zrzuciłem trzy kilogramy, a wszystko było podporządkowane kolejnemu zmierzeniu się z cyfrą, która od lat siedzi w głowie i zagnieździła się na dobre.
    Nie biegam już prawie dwa tygodnie, nie licząc 14 km na niedzielnym półmaratonie, kiedy musiałem zejść bo Achilles zapłakał. A maraton za 9 dni.
    Wczoraj i dziś pojawiła się nadzieja, bo o dziwo przestało boleć, choć z każdym krokiem jakbym czekał na ból. Skurwiel się przyczaił i czeka na jakiś bodziec, na błąd z mojej strony, żeby zawyć.
    Nie jest to groźna kontuzja, tak twierdzi fizjoterapeuta, dobry fachowiec, któremu ufam, który zna moje mięśnie, ścięgna i kości, a który przy okazji sam jest sporowcem. Nie jest groźna pod warunkiem, że jej nie pogłębię, a to wymaga czasu i rozwagi w decyzjach. Rozwaga podpowiada odpuścić, brawura krzyczy spróbować. Trudna decyzja przede mną, szczególnie w kontekście planów tuż pomaratońskich, w trakcie realizacji których muszę być sprawny i zdrowy, planów które będą spełnieniem marzeń.
    Decyzja zapadnie pewnie w okolicach przyszłego piątki. Jeśli nie pobiegnę - przyjmę to ze spokojem, wszak nie samym bieganiem dla cyfry człowiek żyje. Niemniej głęboko przemyślę moje bieganie, przeanalizuję sygnały jakie ciało śle mi od dwóch lat, spróbuję zrozumieć co chce mi powiedzieć i wtedy podejmę decyzję. Nie, nie rzucę biegania, nie jestem zdrajcą z byle powodu, będę wierny tej pasji bo się jeszcze nie nasyciłem, co najwyżej przemebluję priorytety.
    Póki co to tylko dywagacje, które być może legną w gruzach albo znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości.
    Nie rozczulam się nad sobą, jeśli nie pobiegnę maratonu nie będę miał poczucia straconego czasu, który już jest przygodą, a to co nabiegane zostanie przecież w kościach.
    Z pewną zazdrością czytałem o wynikach co niektórych z ostatniej niedzieli. Szybko wyzbyłem się zazdrości, teraz dominuje podziw :)
    Życzę Wam sukcesów i radości z biegania. I proszę Was, unikajcie kontuzji :)
    Czas pokaże co będzie. Póki co jestem spokojny i ciągle snuję plany mojego życia :)
    Houk ! Big Pipe !

  • biegofanka

    Fajka, wiemy. Część z nas złapała kontuzję. Byłam wściekła odbierając dwa lata temu pakiet przed maratonem górskim, bo wiedziałam już, że z trzymajacym bólem odcinka lędźwiowego nie pobiegnę. Wzięłam się potem za inny zestaw ćwiczeń i wszystko dobrze funkcjonuje.

  • biegofanka

    Tak, nie samym bieganiem człowiek żyje ale masz prawo być wkurzonym. Są nadzieje, kiedy tak piękny progres na treningach widać. To twoja pasja... ładnie ja opisales:)

  • biegofanka

    Ale żeby powrocic do rzeczywistości napiszę... zdrowie się liczy, nic innego. Cieszmy się nim i szanujmy je. Moja znajoma nauczycielka, niespełna 50 lat, umiera właśnie na raka a jej dwie studiujace córki są z nią...

  • biegofanka

    A ja piję właśnie drinka za wasze zdrowie, a teraz szczególnie za dobrą twoja forme, Fajka:) oby się udało, obyś biegł i świetnie przebiegl:)

  • biegofanka

    A po Twoim powrocie z podróży marzeń organizujesz kolejny świetny bieg Fajki:) obiecuję, że tym razem się upije na imprezie po biegu:)

  • biegofanka

    Wy musicie być abstynentami teraz przed zawodami a ja mogę sobie pofolgowac, bo w najbliższym czasie nie mam startów.

  • biegofanka

    FaJaka, trzymaj się i nie daj... jesteśmy z tobą, ja na pewno:)

  • biegofanka

    Przepraszam, że zaklocam spokój tego bloga. Kamil mnie w końcu wyrzuci...

  • biegofanka

    Fajka, Wojtek, z komórki często błędnie pisownia wychodzi;) przepraszam.

  • Gość: [Kubol7b] *.opera-mini.net

    Fajka, to znak że powinieneś przyjąć pod dach Scotta Jurka, a sam dotrzymać mu kroku na ostatnich kilometrach kreta, zamiast dreptac po łódzkim asfalcie.jeszcze czas abyś wrócił na właściwą drogę i poczuł wiatr wolności we włosach, nie skrępowany planem treningowym. Hwgh

  • kamilmnch1

    Biegofanko, tutaj nikt nikogo nie wyrzuca :)

    Cieszę się Fajka, że się odezwałeś. Co ma być to będzie a marzenie do spełnienia już tak blisko. Zapomniałem o nim. Kiedy zaczynasz?

    Wczoraj i dzisiaj byłem bohaterem domu, skręcałem meble, takie większe klocki dla dużych chłopców. Jako etapy zmiany jednego z pokoi.

    Jest późno więc nie wybiegnę rano, no chyba że się obudzę bez budzika w porę. Bo by przydało się świeżego powietrza przed całym dniem w biurze gdzie gęsto od problemów.

    Dla wszystkich zdrowia!

  • kamilmnch1

    O Kubol :)
    Jeden z niewielu, których jeszcze nie spotkałem z półświatka biegowego :)

  • Gość: [Kubol7b] *.opera-mini.net

    Fajka, ale tak na prawdę (i na trzeźwo) to mam nadzieję że twoje problemy z Achillesem szybko miną i pocisniesz w łodzi jak złoto. Wiem co czujesz, ja jestem przykładem permanentnej kontuzji przerywanej krótkimi okresami startowymi. Zdrówka

    Kamil, trzeba będzie nadrobić to niedopatrzenie.

  • fajka

    Kubol - biegniesz/biegniecie Kreta ? Scott będzie ? Jego porwane buty ciągle wyeksponowane przed domem :)

    Kamil - wyruszam dokładnie tydzień po Łodzi. Ciasno mam.

  • fajka

    Kubol, jeśli nie pojadę do Łodzi a przyjeżdżacie na Kreta, to oczywiście zapraszamy :) Tylko, że decyzję podejmę w ostatniej chwili.

  • kubol7b

    Fajka, Scott bedzie. ja nie wiem jeszcze, bujam sie z kontuzja. decyzje podejme w ten wknd

  • 1.marsz

    dzięki biego ale nie tym razem, czuję się jak zużyta bateryjka, zasypiam na stojąco, a do tego jeszcze achilles napieprza:(
    marsz

  • piotrek.krawczyk

    Brawo Rob! Brawo Tomek!
    Dziki

  • kamilmnch1

    Gdybym jutro biegł w Rotterdamie to pewnie w połowie trasy bym zasnął. A tak będzie krótki trening przed niedzielną trzydziestką.

    Marszu, od biegania też trzeba niekiedy odpocząć.

  • kamilmnch1

    Rano rozgrzewka przed jutrem.
    Straciłem poczucie czasu i szukałem wyników na żywo dzisiejszego maratonu w Rotterdamie. ( A to jutro dopiero).

  • kamilmnch1

    Trzydziestka za mną, nie tylko na karku, bo tam więcej. Weszło w nogi mimo, że to spokojny bieg. Wczoraj naczytałem się w Bieganiu jak to podczas maratonu rozrywane są komórki i organelle rozlewają się. Podobno widok jak po bombardowaniu.

  • pict

    A ja zaraz się wybieram na kolejną dychę w moim Grand Prix Lublina. Pogoda słaba. Odpocząłem przez ostatnie dwa dni, ale nie mam w sobie głodu biegania. Jakby nie klasyfikacja generalna, nie ruszyłbym się z fotela ;-)

  • kamilmnch1

    Jadę na dziecięce urodziny. Może uda mi się podejrzeć Alę i Tomika z Rotterdamu.

  • kamilmnch1

    Ciekawe czy Tomik przyspieszy pod koniec. Cel 3:16. Połówka za nim w ok 1:36

  • kamilmnch1

    33 km w nogach. Prognoza na 3:18

  • kamilmnch1

    Tempo lekko spada. Prawie 36 km w nogach.

  • kamilmnch1

    Ok 3 km do mety. Nadal prognoza na 3:18.
    Chyba 3:16 już nie do zdobycia, 40'' na km szybciej pobiec to kosmos.

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    2,195 do mety!

    Giża 2:14:43

  • kamilmnch1

    Pewnie będzie złamane 3:18.
    Około 1,2 km

  • kamilmnch1

    Czyli bez minimum?

  • kamilmnch1

    Słabnie :(

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    Kamilu, minimum to 2:11:30

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    Come on, ma prostą do mety!

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    03:17:18 :)

  • kamilmnch1

    3:17:18

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    :) znaczyło, że życiówka

  • kamilmnch1

    Alicja też osłabła. Oby złamała 4 h

  • pict

    A ja dziś okrągłe 39:00 netto na 10km. Kumple-biegacze chodzą i się ze mnie śmieją (choć większość jednak by tak chciała - tzn. w takich prędkościach), że biegam wszystko tak samo niezależnie od dystansu. Gdyby jeszcze dodać maraton, to byłbym w sumie usatysfakcjonowany.

  • 1.marsz

    1:36? to chyba za szybko, nawet jeśli celem było 3:14, najważniejsze, że jest życiówka, brawo tomik!

    giżyński pewnie załamany, ciekawe co tam poszło nie tak, może jakieś załamanie pogody w drugiej części dystansu, czy będzie próbował raz jeszcze?, szost w japnii zszedł ale on już ma minimum...

    a ja jeszcze nie wyszedłem na trening (6 stopni i deszcz) choć to tylko minutówki:(
    marsz

  • 1.marsz

    no i jednak nie wyszedłem, w tym tyg tylko dwa treningi z pięciu, chyba mi się to jeszcze nie zdarzyło, na pewno mi się nie zdarzyło...
    giza na połówce 1:05:22, najszybsza pierwsza piątka chyba 15:19, (a końcowa 17:xx), wygląda na to na sztubacki błąd jeśli celem było 2:11:30..., tyle roboty w piach, dobrze, że jesteśmy tylko amatorami
    marsz

  • Gość: [czcz] *.centertel.pl

    Pict, w takim razie szybkości na 42k :) Najlepszego!

Dodaj komentarz

© ocochodziwbiegu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci