Menu

ocochodziwbiegu

Drink, Sex and Run For Fun!Go hard or chlej in home!

Blues.

k2bell

Ponad trzy tygodnie temu na stronie na FB zostało umieszczono zdjęcie- ilość, jakość oraz Lipiec Senior. Zauważcie, że szczególnie w lipcu była najwyższa forma, ale to chyba przypadkowa zbieżność z nazwiskiem choć kto wie. Mnie jeszcze na świecie nie było, części z Was również ale pomimo coraz bardziej smartfonowego i tabletowego świata, własnie te pożółkłe kartki choć w części oddające pot wylany na treningach mają prawdziwą duszę. Własnie na tej kartce są korzenie biegania od których przez nachalny marketing tak bardzo się oddalamy. A do których warto sięgać szczególnie gdy się zagubimy. Wcześniejsze komentarze oraz odcinek przypomniały, że podstawa to wsłuchanie się we własny organizm. Poza szumem miasta i szczególnie poza powodzią informacji na bieżąco odczytywanych z nadgarstka. Nie, nie twierdze nagle że bieganie z zegarkiem i pulsometrem to nieuzasadnione fanaberie. Gadżeciarstwo. Korzystanie z tego narzędzia z rozsądkiem nadal będzie pomocne.

Kiedy zacząłem wychodzić z domu dla samego przebierania nogami, kiedy po raz pierwszy założyłem wstydliwie obcisłe getry również wpychałem do uszu słuchawki i trafiałem zazwyczaj na leśne ścieżki.  Uciekałem od zgiełku miasta do leśnej ciszy, którą głupio zagłuszałem muzyką. Może ze dwa razy audio książką. Rozum przyszedł szybko, słuchawki zostały w domu. Byłem ja i przyroda, krok za krokiem wsłuchiwałem się w to co podpowiadał organizm. Wpadałem w trans. To były czasy. 

Aż kupiłem Garmina. Wow, ile funkcji, wszystko można na bieżąco kontrolować. Tempo, tętno, wzniosłość, wirtualny partner, czizas długo by wymieniać. Sporo z tych funkcji śledziłem podczas biegu. Kontrolowałem na bieżąco. Oddalałem się od pierwotnego instynktu, który sam dobierał tempo i rytm biegu na rzecz kurczowego trzymania się w każdej sekundzie tego co zadane. Głuchłem, krok za krokiem. Zapominałem język ciała. Zapomniałem.

Wczoraj gdy poszedłem na 45' spokojnego biegu to starałem się (po tygodniu przerwy) nie patrzeć za często na zegarek. Po około trzech kilometrach zawiesił się i gdy to odkryłem, to machnąłem ręka. Przecież liczył się czas ruchu poza domem a nie to czy tętno będzie 140 a może 144 lub około. Dzisiaj (mimo, że jeszcze od czasu do czasu mam atak kaszlu) wyszedłem z domu. Feniks miał problem by złapać sygnał gps, ja nie miałem problemu by mimo to wcisnąć start i ruszyć przed siebie. Od czasu do czasu zerkałem na nadgarstek, z rzadka jak spełnione obietnice wyborcze. Zacząłem wyciągać miód z uszu i wsłuchiwać się co podpowie ciało, jak zaszumi las. Patrząc pod nogi by nie zahaczyć o korzenie szukałem własnie korzeni biegania. Skoro to najprostszy sport to warto nadal po prostu biegać, po prostu trenować. 

Nie, nie wyrzucę Garmina, powoli zaczynam zastanawiać się nad wymianą na inny model. Tak jak Rob napisał, ciekawsze jest analizowanie po niż w trakcie treningu. I dlatego nie popadnę ze skrajności w skrajność. Pisałem te słowa słuchając pierwsza płytę zespołu Ten Years After.

Ten_Years

 

Komentarze (21)

Dodaj komentarz
  • pil00

    Hej
    nie nadążam ostatnio czytać waszych wpisów, ale widzę że u ciebie nadal lekko oniryczne i sentymentalnie, keep going :)

    bieganie bez zegarka jest fajne, ale nie sprawi nagle, że bieganie stanie się lepsze, przyjemniejsze itd. to zależy od nas. Tak jest w zasadzie ze wszystkimi rzeczami które posiadamy - to od nas zależy jak je wykorzystamy. Od czasu późnego liceum "leczę" się z kultury posiadania "niezbędnych" rzeczy, która chyba została nam zakorzeniona od dziecka przez obdarowywanie prezentami, szczególnie w święta Bożego Narodzenia. Jestem zwolennikiem najprostszych rozwiązań i jeśli mogę się bez czegoś obyć, to tego nie kupuje.
    Pulsometr z gps owszem pewnie i by mi się czasem przydał, ale w dalszym ciągu uważam, że ich cena jest zbyt wygórowana jak na taki "gadżet" - szczególnie, że wciąż jednak niedoskonały.

    To, że poczułeś się lepiej zrywając z nałogiem patrzenia na zegarek podziałało jak bodziec, który wyrwał cię z rutyny. Pewnie dokładnie tak samo było, gdy pierwszy raz poszedłeś na trening z nowym zegarkiem, ot coś nowego :)

    Fajnie mieć takiego "przewodnika" podczas maratonu, ale jak wiemy - nie zawsze to wystarczy za "ubezpieczenie" na trasie. Haile chyba do dzisiaj biega(biegał?) maratony bez zwykłego stopera?

    W każdym razie warto sobie od czasu do czasu takie nowe bodźce wprowadzać, wyrywa to z rutyny i pozwala postawić krok dalej. Ja sobie ciągle serwuje coś nowego- czy to sesją jogi, pływanie, jazda na rowerze, bieganie boso, po ciemku, ultra, góry, miasto, a nawet szykowanie jedzenia na długi bieg - to wszystko sprawia, że rzadko zdarza mi się, aby nie chciało mi się wyjść na trening, cały czas jest to dla mnie w jakiś tam sposób ekscytujące :)

    Powodzenia w Holandii! Ja sobie odpuszczam wiosenne zawody, nie czuje ostatnio parcia na wynik/zawody - może jesień.

    Michał

  • biegofanka

    Wolność i radość:-) te dwa słowa kojarzą mi się z bieganiem... wolność w czasie biegu, radość po... chyba, że nieudane pod względem czasu zawody, wówczas niekoniecznie pozytywne odczucia po... ;-)

  • biegofanka

    Dzisiejsza aura wygoniła mnie wieczorem na bieżnie, nie było tak źle, chociaż nie lubię jej;-)

  • beztlen

    Pulsometr jest przydatny (ale też nie na wszystkich jednostkach) gdy poznajemy własne strefy treningowe czyli przez pierwsze 6-8 lat.

  • kamilmnch1

    Michał, odpuściłem Rotterdam więc jak chcesz to odstąpię pakiet.
    Masz rację z tą chęcią poosiadania... ale płyt i książek nigdy dość.

    Miałem rano pobiegać ale całą noc wypacałem to co we mnie. Powoli podejrzewam koklusz, Julek miał razem z grypą na 90%. (Niestety odebrałem wypis i nie jest dla mnie jednoznaczny). Zaraz mam zamiar wybrać się do lekarza. A rano pobiegać. Nie mam z tym problemu tyle, że od czasu do czasu łapie atak kaszlu. Również jak robię coś spokojnie.

  • kamilmnch1

    A więc przypuszczenia się potwierdziły. Dzięki wizycie u lekarza dostałem lekarstwa i powinno być lżej.
    Treningi powinienem "normalnie" odbywać.

  • pict

    To jest bardzo ciekawy problem. Ja już wyzbyłem się chęci posiadania książek - po 2 przeprowadzkach często oddaję książki przeczytane (no nie wszystkie), a dużo częściej sięgam po wersje elektroniczne... Co do płyt to jeszcze to mam - lubię je. Ale na przykład bardzo ograniczam ostatnio "posiadane" telefonu - przeszedłem na jakiś podstawowy model, na którym nie ma miejsca na te wszystkie aplikacje, dzięki czemu przestałem "pykać" w telefon, a wręcz często go zapominam ;-)

    @beztlen - żeby było jasne. Masz ode mnie pakiet na Orlen, więc nie kupuj, bo nie ma co wydawać kasy. Musimy tylko "rozkminić" jak przepisać go na Ciebie.

  • biegofanka

    Kamil, zdrowie mam nadzieję, do Ciebie i Twoich bliskich już wróciło, a przynajmniej jest już bardziej optymistycznie. Taki piękny dzień dzisiaj:)

  • biegofanka

    Wczoraj wieczorem był trening biegowy, więc jestem w tym tygodniu po dwóch treningach i dwóch wzmacnianiach się na siłowni;)
    Jutro planuję dwugodzinny bieg i pojutrze jeszcze jeden akcent treningowy:) Zapowiada się ładny, mam nadzieję, słoneczny weekend u nas:)

  • kamilmnch1

    Coraz lepiej, antybiotyk pomaga. Dzisiaj poćwiczyłem a jutro mam nadzieję, zacznę już bez przygód trenować. Tylko skonsultuje to z trenerem.

  • biegofanka

    A ja dzisiaj juz po dystansie polmaratonskim jestem. Samopoczucie rewelacyjne:-) pogoda w czasie treningu idealna startowa. Bieglo mi się bardzo dobrze. Niech będzie taka pogoda za dwa tygodnie na Slezanskim:-)

  • biegofanka

    Cisza w eterze...

  • biegofanka

    Fajka, Mirek - nic nie piszecie... jak przygotowania i samopoczucie?

  • kamilmnch1

    Trener przemówił do rozsądku.
    Najpierw wyzdrowieć, potem trenować.
    Do Orlenu zdążę.

  • biegofanka

    Tak Kamil, najpierw zdrowie, sam o tym ostatnio pisałeś:-)

  • podopieczny_bartek

    A ja zabiegałem ból w plecach, który mnie dopadł przed półmaratonem w wiązownej. we wtorek było już tak źle, że miałem problem z chodzeniem, męczyłem się całą noc z wt/śro, moje wk... narastało z każdą godziną i wreszcie nad ranem postanowiłem, że wychodzę na trening. Biegałem, choć trudno nazwać to biegiem, właściwie utykałem przez 60' z przeszywającym przy każdym kroku bólem, ale wytrzymałem i po tym "treningu" nagle zaczęło się poprawiać, z każdą godziną było coraz lepiej. Dziś nadal jeszcze boli, ale już jest naprawdę całkiem nieźle i udało się zrobić bardzo przyzwoity trening interwałowy w tempie około półmaratońskim. Z rozgrzewką i schłodzeniem ponad 20km z czego 12 poniżej 4'/km.
    Założenie treningowe było takie: 2x(3km po 3'55" + 2km po 3'50" + 1km po 3'45") przerwy między odcinkami 3' w truchcie, a przerwa między setami 5' w truchcie.
    Wyszło tak:
    connect.garmin.com/modern/activity/1073560563
    Najbardziej mnie odcięło na drugiej trójce, tam biegłem centralnie pod wiatr, ale ogólnie z treningu jestem bardzo zadowolony, półmaraton jednak zrobił swoje i mimo trudnych warunków byłem w stanie wejść wreszcie na jakieś przyzwoite tempa

  • biegofanka

    Bartek - a co z ćwiczeniami wzmacniającymi? Mnie dwa lata temu latem bóle odcinka lędźwiowego tak mocno dokuczaly, że odpuscilam maraton górski i zaczęłam więcej nad wzmacnianiem się pracować, czyli przeszłam na inne zestawy ćwiczeń, niż wcześniej robiłam, bo ogólnie to zawsze ćwiczyłam. Pomogło, bo od prawie roku jest juz bardzo dobrze:-)

  • podopieczny_bartek

    Pilnuję tego. Min 3x w tygodniu brzuszki, grzbiety i pompki. Myślę, że mnie przewiało albo jakieś szarpnięcie na rytmach podczas sobotniego rozruchu przed półmaratonem choć raczej chyba to pierwsze, bo nie kojarzę takiego momentu z jakimś nagłym bólem

  • biegofanka

    Najważniejsze Bartek, że przechodzi:)

  • biegofanka

    dziś na deser przygotowałam sobie kawę po irlandzku:) jedyny akcent z dodatkiem alkoholu;) Ogólnie staram się w okresie przygotowań przed startem ograniczyć do prawie całkowitego wyłączenia alkohol...

  • podopieczny_bartek

    ja z kolei dzisiaj ZERO:) wczoraj przeczytałem, że jednak trzeba robić przerwy (nawet od 1 kieliszka czerwonego wina czy małego piwa), żeby dać szansę wątrobie;)
    dobrze byłoby wytrzymać chociaż ze 2-3 dni...:)

Dodaj komentarz

© ocochodziwbiegu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci