Menu

ocochodziwbiegu

Drink, Sex and Run For Fun!Go hard or chlej in home!

Co tak tyka.

k2bell

 

            Choćby nie wiem jak górnolotnie miało to zabrzmieć, choćby było niczym wyznanie infantylnego mistrza zen czy odwieczna prawda z demotywatorów to mimo wszystko napiszę. Staraj się przekuć słabość w siłę. To co wydaje być niszczące w konstruktywne. Zmieniaj słabe w mocne nie przez „lajki” a działaniem.

Temat nudny niczym sex szprotek w puszce z olejem, przewijający się od dawna- rozcięgno. Nauczyłem się z nim żyć i krok po kroku- choć są bardzo małe- wychodzę z urazu. Wystartowałem z nim w sztafecie triathlonu, gdzie moja zmiana to był półmaraton. Obiecałem zespołowi zejście poniżej 1:45 i dotrzymałem słowa (choć nie wierzyli we mnie jak się później okazało). W minioną niedzielę ponownie stanąłem na starcie półmaratonu, w Kile przy granicy niemiecko duńskiej co zasugerowało nam, że pobiegniemy po trasie płaskiej jak świadomość „różowych okularów”.

Po jakiś siedmiu  godzinach krajowej dziesiątki i niemieckiej autostrady zbliżaliśmy się do hotelu. Jako przedstawiciel dietetycznych ultrasów nie mogłem się powstrzymać i nie podlać przepysznego ryżu wymieszanego z cynamonem i bakaliami, odrobiną domowego trunku podnoszącego ciśnienie i poszerzającego percepcję za który podziękować wypada kłaniając się do stóp Wróblowi ze wschodu z sercem Orła. Po przybyciu do hotelu w obronie przed zatraceniem, zmieniłem trunek na piwny ratunek. Ratunek, który miał przynieść choć krótki sen, niestety nadal poza domem słabo sypiam.

Godzina startu wydawała się późna, jeszcze kilka dni wcześniej przyniosłaby atmosferę tańczącego popcornu na rozgrzanej patelni, tym razem jedenasta godzina owego dnia przykryła nas wilgocią przemieszaną odrobiną wiatru zapowiadającego szansę na jeśli nie na dobry wynik, to z pewnością takowe samopoczucie. Trzech nas. Każdy inny cel, ta sama meta.

kiele_ekipa

Tomek Ś. planował pobiec po życiówkę w drodze to amsterdamskiego maratonu. Tomek Sz. po życiówkę na deser triathlonowego sezonu. Planowałem nie pogłębić urazu i pobiec podobnie jak trzy tygodnie wcześniej. Z drugiej strony wpadłem podczas rozgrzewki na genialny pomysł. Pobiec wg tętna. Bardziej rozważnie na początku z romantycznym finiszem.

Zehn, neun, acht,…drei, zwei, eins!!!

Tłum, nie ciasno ale trudno wyprzedać morze ambitnych nóg. Pierwszy kilometr na smyczy. Lekko skoczyło po chwili tętno na krótkim podbiegu. Drugi kilometr, widzę że Tomka Sz. rwie do przodu. Rzucam- leć po swoje! Zamieniam się w ślimaka. Chłonę widoki i tak do czwartego i pół kilometra. Póki za zakrętem nie wyrosła trwoga i lękliwe pytanie. Ile jeszcze?

Nie sprawdziliśmy profilu trasy, za to on postanowił sprawdzić nas. Okazało się, że dwa razy. Na dwóch pętlach. Tempo spadało, tętno wraz z nachyleniem wzrastało. Starałem się mieć chłodną głowę. Nie liczył się wynik. Tętno po stokroć! Od ósmego kilometra podkręciłem parametry. Delikatnie, na chłodno. Mijałem o dziwo kolejnych biegaczy. Zdarzały się pojedyncze gepardy, które mnie ale to kropla w morzu. Grubo po dwóch trzecich dystansu koleje podbiegi, już znane ale nadal nielubiane. Tym razem walczyłem o aktywne pokonywanie, krok za krokiem niosąc moją nadwagę w stronę mety. Najpierw tętno około 160-165, później 170-173/5, na ostatnich podbiegach ponad 180. Dobiegając do dziewiętnastego kilometra podkręciłem silnik na prawie 190, by trochę odpuścić i na samym końcu zaatakować pomimo braku paliwa. (Nie zabrałem żeli a od 17 km czułem lekki ból głowy oznaczający minus energetyczny).  Tempo w okolicy 4:45 a ostatnie set metrów poniżej 4 min/km. Czas na mecie 1:47 z groszem. Biorąc pod uwagę podbiegi, zadowalający. Ale największą satysfakcję dała strategia realizowana z zimną głową do samego końca. Była chwila zwątpienia czy aby za szybko nie włączyłem finiszu. Były odczuwalne niedociągnięcia. Najważniejsze, że była walka. Do samego końca.

bieg

Meta

Kiele_medal1

Przez ten start nabrałem ochoty na jesienny maraton, gdzieś blisko. W Poznaniu. Może to nierozsądne ale może bym pobiegł rozsądnie…

P.S. Tomek Sz. dobiegł około 200-250 m przede mną, mimo że od drugiego kilometra nie było po nim śladu.

P.S.S. Z ubiegłego tygodnia: dwadzieścia dwie godziny „konwersacji” na FB oraz częściowo u Wojtka pod blogiem zmęczyły mnie zacietrzewieniem i brakiem zrozumienia. Nadinterpretacją i personalnymi atakami. Takie czasy. Zamiast rozmawiać, lepiej obrzucać. Odpuściłem nie mając ochoty dyskutować z tym co kto wyczytał spomiędzy wierszy. Najbardziej zaskoczył mnie brak tolerancji na odmienne spojrzenie na problem ze strony tych, którzy oczekują jej najbardziej w drugą stronę. Nie zadali sobie trudu zapytać co miałem na myśli, czy dobrze wyciągają wnioski, woleli strzelać. Na szczęście nie jestem kaczką i przeżyłem. Kilku z nas pokazało, że nie nosi różowych okularów i pomimo ciernistych doświadczeń życiowych ( a może właśnie dlatego) nosi i dzieli się mądrością i otwartością! Dziękuję Wam!

 

Komentarze (64)

Dodaj komentarz
  • kamilmnch1

    Marsz, zatem czekamy na relację z Tokio :)))

  • pil00

    no, piękna połówka - tak się właśnie pi..e biega :]

    a ten maraton to chyba tak z sentymentu do królewskiego dystansu? Mnie już też asfalt ciągnie po letnim bieganiu w lesie, bo jesień blisko, a jesień od początku przygody z bieganiem kojarzy mi się z "nudnym" truchtaniem :)

    Ja jednak PZN odpuszczam - za mało przygotowań to raz, a dwa będę dzień wcześniej na weselu i mógłbym nie zdążyć na start ;-)

    Jeśli uważasz, że twoje rozcięgno poradzi sobie przez 42 km z asfaltem to dawaj - przybije ci 5 gdzieś na trasie, ewentualnie kopne w d... ;)

    ps. a może zamiast rekreacyjnych 42 km, jakaś porządna dycha np. 11 listopada? Ja się chyba skuszę na taki scenariusz i spróbuje zejśc poniżej 40 min. :)

    Michał

  • pict

    To ja napiszę o koncercie. To na pewno nie był koncert mojego życia - spotkanie z Davem w Gdańsku jest raczej nie do przebicia w kategorii koncerty Gilmoura, spotkanie z Pink Floyd w Pradze w latach 90-tych jest nie do przebicia w kategorii koncerty życia itd. Ale koncert był świetny. Ciepła noc we Florencji, 8 rząd pod sceną - świetne piosenki (oprócz 2 z nowej płyty, które mnie rozczarowały - z drugiej strony były co najmniej z nowej płyty bardzo dobre). Zabrakło oczywiście Echoes - i chyba dobrze. Nie chciałbym słuchać Echoes bez delikatnego wokalu Ricka Wrighta i bez charakterystycznego brzmienia jego klawiszy. Nie da się tego podrobić - nie da się tego człowieka zastąpić. Było to niestety słychać w dwóch pomnikowych dziełach, w któryś Wrgiht współśpiewał - w Time oraz Us and Them. Blado zabrzmiały. Ale żeby nie było, że narzekam. Bo koncert był świetny! Napiszę o trzech bardzo mocnych punktach:
    1) Najlepsze wykonanie Astronomy Domine jakie słyszałem w życiu - a uwierzcie, że jako zbieracz bootlegów i wrażeń z koncertów spod znaku PF słyszałem ich masę. Ta piosenka ma 50 lat, a zabrzmiała we Florencji tak świetnie, że nie mogłem usiedzieć na krzesełku
    2) Bardzo dobre wykonanie Fat Old Sun - bliskie ideału, chociaż znam lepsze ;-)
    3) Świetne wykonanie utworu On an Island, do którego długo się przekonywałem i w końcu go wchłonąłem ;-)
    Także - chłopaki i dziewczyny - szykujcie czas na weekend we Wrocławiu w przyszłym roku. Na pewno warto.

  • fajka

    Kamil - śledziłem dyskusję na alternatywnym blogu, głosu nie zabrałem, bo nie chciałem brać udziału w tej rzeźni. Głęboko się z Tobą nie zgadzam w kwestii uchodźców, ale szanuję Twoje odmienne zdanie, i nigdy nie przypiąłbym Tobie, nawet na chwilę, nawet w żartach, brązowego mundurka. Tak samo jak nigdy nie powiedziałbym, że 25% obywateli tego kraju to debile (taka opinia też padła, a dotyczy prawdopodobnie wyborców PIS). Twój pogląd jest mocny i wyrazisty, ale oparty na argumentacji i nawet nie ociera się o to, co między wierszami próbowano przemycić czy powiedzieć wprost. Zgadzam się także z Tobą, iż niektórzy Twoi adwersarze naprawdę nie grzeszą tolerancją, choć ciągle się na to powołują. Tzw poprawność polityczna liberałów przejawia się w totalnym braku zrozumienia i krytyce drugiej strony, przypinaniu łatek ksenofobów i rasistów, a przecież problem jest o wiele bardziej złożony, bo ludzie kierują się różnymi motywacjami, a ich obawy, lęki, niepokoje, z czegoś wynikają. Ale po jaką cholerę spierać się i tłumaczyć. kiedy można naparzać ostrą amunicją. Odróżniam przy tym jednak odmienną opinię na temat, jak w Twoim przypadku, od treści jawnie rasistowskich, których jest jednak wiele, a dla których nie ma akceptacji.
    I jeszcze taki oto paradoks: dalej mi do liberałów niż do złamania trójki w maratonie (czyli lata świetlne), a mimo to mam podobne do nich zdanie w kwestii uchodźców, choć teoretycznie powinienem mieć odmienne..Dziwne ? Wcale nie, po prostu inne motywacje, oparte nie na przynależności do jakiejś wspólnoty politycznej czy ideologicznej, ale to już zupełnie inna historia..

    A biegowo jest dobrze. Przygotowania do Poznań Maraton w toku. Moje rozcięgno siedzi cicho, mam nadzieję, że mam to już za sobą, choć nerwowo reaguję na każdy, najmniejszy nawet impuls ze śródstopia prawej stopy.
    Pozdrowionka,
    fajka

  • pict

    Dla mnie ta dyskusja jest żenująca i tak mało racjonalna jak zwykle w Polsce.

    Rozmawiamy o 12 tys. ludzi - nawet jak byśmy rozmawiali o 50 tys. ludzi - czyli jakimś mizernym ułamku w jednolitym narodowościowo kraju. Argumenty typu "rasista" są równie obrzydliwe jak argumenty typu "to sam weź uchodźcę pod swój dach" - obie strony zachowują się równie nieuczciwie i emocjonalnie i tego się po prostu nie da szanować. Z dwojga złego bliżej mi do tych, co krzyczą na Kamila, ze jest brunatny, niż tych co krzyczą, że super jak utonie łódź z ludźmi czy też, że trzeba od nowa uruchamiać obozy koncentracyjne (lub Szosta, który kaleczy polski język i staje w obronie kraju).

    Ja mam jeszcze jeden empiryczny argument w tej sprawie - są narody, które zazwyczaj wychodzą lepiej na zawirowaniach historii niż nasz dumny naród. Np. Niemcy, Czesi - i oni jakoś mniej histerycznie do tego podchodzą. Czesi zadeklarowali, że przyjmą większą liczbę ludzi niż wynika to z kwot narzuconych przez UE... I wiecie co - patrząc na różne historyczne wybory, jestem skłonny założyć się, że wyjdą na tym dużo lepiej niż my.

    A na zakończenie i tak weźmiemy tych uchodźców i tak, bo nie ma wyjścia - no chyba, że wyjście z EU. Ale ilu "naszych uchodźców" będzie wtedy musiało tutaj wrócić z Wysp i innych miłych zakątków?

  • Gość *.dynamic.gprs.plus.pl

    są przynajmniej dwa powody dla których dyskurs przybiera taką formę:
    po pierwsze, dla większości z nas najważniejsza jest obrona własnych przekonań,
    a czyż nie wartościowsze, ciekawsze i bardziej rozwijające jest zrozumienie naszych antagonistów?
    po drugie, ludzie utożsamiają poglądy z wiedzą - a to niebezpieczne; poglądy można oczywiście posiadać ale żeby mieć legitymację do działania (lub do proponowania działań), trzeba posiąść także wiedzę - wymaga to wysiłku, którego zwykle nie chce nam się podejmować i raz po raz popadamy w pułapkę szybkiego, "emocjonalnego" myślenia ulegając uogólnieniom i stereotypom - przecież nikt nie wie czy najważniejszym świętem w 2022 roku będzie ramadan czy miesięcznica smoleńska,
    a zobaczcie jak wielu chce to (lub tamto) zło zdusić w zarodku.

    dziś będzie 2 x 5km na tętnie 145 p 3' - tempo pewnie wyjdzie nędzne, bo odkąd wróciłem do biegania takie właśnie jest, forma (połówka po 4'21 trzy m-ce temu) wyparowała błyskawicznie, niby wiedziałem ale jestem zaskoczony, że muszę zaczynać prawie wszystko od początku...
    marsz

  • podopieczny_bartek

    Próbuję się odbudować po Krynicy. Na początek, zaliczyłem dziś parkrun, czyli 5km. Wykonanie - "na trójkę" - 3 miejsce i czas 18'13". Mimo wszystko, liczę na to, że był to bieg "na przełamanie". Wg odczuć wyjechałem się na maksa. Wg wykresu tętna jednak była duża rezerwa. Trochę to wygląda tak, jakby organizm (dosłownie i w przenośni) rękami i nogami bronił się przed cierpieniem. Trzeba to przełamać i na nowo zaprzyjaźnić się z bólem. To jest w tej chwili chyba moje największe ograniczenie. Bez tego nie da się szybko biegać na piątkę i dychę.
    connect.garmin.com/modern/activity/902864873

  • podopieczny_bartek

    Drugi był Trener, który holował mnie przez 4km po czym odjechał w siną dal niczym Farah na ostatnim kole:)

  • Gość: [rob] *.dynamic.chello.pl

    Pjachu, tutaj masz filmik z przejazdu trasą Maratonu Warszawskiego. Wiele się nie pomyliłem opisując ją na podstawie zdjęcia. Pierwszy 200m podbieg jest jeszcze na Saskiej Kępie. To niezbyt uciążliwy wiadukt - tym samym podbiegaliśmy na półmaratonie BMW. Kolejne 4km to bieg bez większej historii po Gocławiu między blokami. Nawierzchnia tutaj cały czas jest względnie choć miejscami może być ciut ciasno. Na ósmym kilometrze jest skręt na Wał Miedzeszyński - tu będzie bardzo szeroko a nawierzchnia jest równa jak stół. Jednak jeśli będzie gorąco to pozamiatane bo z jednej strony od wiatru osłania wał wiślany a z drugiej ekrany dźwiękochłonne. Na 17km Park Łazienkowski i tam tak jak pisałem będzie nawierzchnia szutrowa, ale bez obaw bo jest ubita i dobrej jakości. Dla Was najgorszy może być fragment po wybiegnięciu z Łazienek czyli ulice Podchorążych/Suligowskiego gdzie będzie aż 8 garbów (spowalniaczy) na asfalcie. Później 3km prosto dobrą nawierzchnią Czerniakowkiej/Wisłostrady i kolejny delikatny podbieg u wylotu tunelu przy Centrum Nauki Kopernik. Po kolejnych 3.5km płaską Wisłostradą następny podbieg pod wiadukt przy Centrum Olimpijskim na 27 kilometrze. Później będzie względnie płasko aż do 34 kilometra gdzie będzie najtrudniejszy na trasie 500 metrowy podbieg pod ulicę Sanguszki. Po jego pokonaniu kierujemy się w stronę Mostu Gdańskiego i tam na końcu mostu znów będzie lekko pod górę na wiadukcie nad Rondem Stefana Starzyńskiego. To będzie już ostatni raz pod górę, do końca będzie już tylko płasko lub lekko w dół. Na 39 kilometrze będzie kilkusetmetrowy fragment ulicą Ratuszową gdzie jednym z pasów idą tory tramwajowe. Przez te tory trzeba będzie przebiec też na skrzyżowaniu z Jagiellońską i to będzie już do samego końca ostatnia niedogodność.
    Ogólnie trasa jest dosyć ciekawa i przy dobrych warunkach pogodowych można na niej wykręcić niezły czas. Z wyjątkiem Sanguszki każdy podbieg kończy się lub zaczyna (tunel) analogicznym zbiegiem.
    r.

  • pjachu1

    Dzięki za świetny opis trasy.
    Wczoraj "coś" zaczęło mnie boleć pod kolanem. Tak od samego początku biegania. A ja głupi biegłem i czekałem, aż przejdzie. Nie przeszło. Dziś boli bardziej. I nie wiem dlaczego... uderzyłem się, czy co... ku...(rka)
    Do Warszawy przejść musi, bo tak!
    Fajko - w pierwszy weekend października planuję nocne bieganie po Sowich. Będę w schr "Orzeł" na 60cio leciu Sekcji Grotołazów. Muszę się kręcić po okolicy, bo jestem kierowcą Kazia Buchmana, który jest ciężko chory. Zorganizowałem mu przyjazd do "Orła" wraz z opieką medyczną. Po prostu w każdej chwili mogę być potrzebny.'Jakieś sugestie na nocne 50-60 km

  • pil00

    Pjachu: klasyk tuż przed zawodami, zawsze musi coś zaboleć - nie przejmuje się tym :)

    A ja w sobotę zaliczyłem 50 km po Wielkopolskim Parku Narodowym - trochę na głupiego wyrwałem się do przodu i zająłem 25 miejsce w generalnej! Napisałem na głupiego, bo nie spodziewałem się tak trudnej trasy - na stronie nie było danych o przewyższeniach, a trochę się tego nazbierało. Piękna trasa prowadząca przez jeziora, często bardzo wąskimi ścieżkami i obfitująca w całkiem spore górki - przed niektórymi zbiegami trzeba było się dosłownie zatrzymać na sekundę i dobrze zastanowić gdzie postawić następny krok - rewelacja! Chyba najlepiej poprowadzona trasa na jakiej biegłem. Super impreza, przemili ludzie na punktach odżywczych i ekipa na rowerach górskich zabezpieczająca trasę. Czasem miałem wrażenie, że biorę udział w rasowym górskim biegu, dosłownie można było się zapomnieć w paru momentach - świetna impreza, bez nadęcia i nerwówki przed, w trakcie i po biegu - jestem pod ogromnym wrażeniem - pod względem atmosfery było chyba lepiej, niż na biegu Rzeźnika - ale to wynikało pewnie z mniejszej ilości uczestników, trochę ponad 700 osób - w tym na dystansie długim niecałe 200. Polecam wszystkim którzy mają daleko w góry, a chcą się zarznąć na "małym" ultra :)

    Michał

  • pict

    Ja wczoraj treningowa bardzo ostrożna Pierwsza dyszka z nowego Grand Prix Lublina (połączona z odebraniem pucharka za 10. miejsce w zeszłym sezonie). Pobiegłem zgodnie z planem w tempie maratońskim 8km po 4:05, a dwa ostatnie trochę szybciej - poniżej 4:00 i 10ty poniżej 3:50. Było mokro i ślisko - musiałem uważać, bo myślami juz jestem w Berlinie. Trochę mnie martwi dość wysokie tętno wczorajszego biegu - średnia wyszła 170, ale mogę być zmęczony podróżami w zeszłym tygodniu, a Lublin do płaskich nie należy ;-) Jutro mam potężny trening - kilometrówki i w zasadzie kończę przygotowania. Cały tydzień siedzę sobie w domu i nie pracuję, myśląc, coraz intensywniej o niedzieli. Shine on!

  • fajka

    Pjachu - chcesz wyruszyć spod Orła ?? Nocą ?? Sam ?? Nie boisz ?? Chętnie bym Ci potowarzyszył, ale będę już w fazie odpoczynku przed Poznaniem i 50 km to za dużo.
    Ale ma propozycję na krótszą trasę, ok. 25 km. Spod Orła na Wielką Sowę (to tam gdzie prowadzi droga asfaltowa, jakbyś nie wiedział :), potem w prawo na Przełęcz Jugowską, gdzie trzeba trochę pokombinować i znaleźć szlak na Kalenicę przez Rezerwat Bukowa Kalenica. Na Kalenicy jest poniemiecka wieża widokowa, przy dobrej pogodzie można zobaczyć Ślężę, światła Dzierżoniowa, Bielawy i Pieszyc. Potem prosto w dół (dość ekstremalnie) do Bielawskiej Polany, tam ostro w lewo i z powrotem na Jugowską, Sowę i do Orła. A w Orle piwko, na zdrówko..A zapomniałem, będziesz kierowcą :)

  • pjachu1

    O!!! Fajko! Bojem się, ale co zrobić... Trochę muszę pomarszobiegać przy czołówce. Noc na Łemkowynie - dłuuuga:-)

  • kamilmnch1

    Wrócę, ale póki co siedzę w mule.

  • pjachu1

    Wyłaź!!!

  • m_rob

    Pict - powodzenia w Berlinie. Niech noga podaje i wracaj z tarczą.
    Pjachu - powodzenia na mazowieckiej ziemi. Będę Cię wyszukiwał przed startem. Pogodę zapowiadają bardzo dobrą - nic tylko szybko przebierać nogami.
    r.

  • pjachu1

    Oby nóżka podawała... to refleksja po wczorajszym wieczornym bieganiu po Izerach. Ciężko jak... pod górkę. Biegałem po górach pierwszy raz od 1,5 miesiąca i nie jestem zadowolony. Tu boli, tam boli - ej, kurcze chyba dziś też sobie dam w trąbę... Za to doznania estetyczne - MIODZIO!!! Rykowisko w pełni. Stałem na Polanie Izerskiej zasłuchany. Przyroda ;-) Potem zmarzłem i musiałem się ruszyć. Temperatury też już nieletnie. Było 5st. Pierwszy dzień jesieni.
    Rob - planuję spać u Dzikiego w Świetlicy. Dojdę na start w ostatniej chwili.
    Kamil - wyłazisz już?

  • pict

    Chłopcy i dziewczęta, trzymajcie kciuki proszę. Zrobiłem dziś ostatni trening, we wtorek było 8x1km (nawet spoko wyszło, chociaż lubię te treningi tylko wtedy kiedy nacisnę na Garminie STOP) - moja tegoroczna przygoda biegowa dotarła do swojego wielkiego finału. Jutro rano wyruszam pociągiem "Na Zachód" jak śpiewał Kazik ;-) Będzie co będzie, mam nadzieję, że nie dam plamy ;-) Wszystkim startującym w weekend życzę tradycyjne Pobodzenia!

  • biegofanka

    Pict - widzę, że optymistycznie i bojowo nastawiony jesteś:) będę oczywiście trzymać kciuki:))

  • biegofanka

    Pjachu - zazdroszczę tych widoków:) w sobotę też będę upajać się naturą, tylko niestety będę zmuszona jednocześnie na wytyczoną trasę patrzeć... bo wiem, jak dwa lata temu część biegaczy pobłądziła...
    Mam nadzieję, że wszelki boleści u Ciebie ustąpią i przy zapowiadanej odpowiedniej pogodzie będzie się świetnie w niedzielę biegło:))

  • biegofanka

    Również powodzenia wszystkim startującym w ten weekend życzę:)) sobie też oczywiście:)

  • podopieczny_bartek

    Powodzenia dla startujących w weekend, ale przede wszystkim dla Maratończyków - ten dzień to Wasze święto:) będę mocno trzymał kciuki za życiówki w Berlinie i Warszawie.
    Ja skromniutko. Pobiegnę na piątkę przy maratonie warszawskim

  • Gość: [beztlen] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Uzaleznianie wyzwania od dystansu jest absurdem. Walka z czasem - to jest wyzwanie. Przetruchtalem dzis 12km w tempie na 2:59....nuda:)

  • kamilmnch1

    Fajka i Pict, dobrze że weszliście w dyskusję.
    Powodzenia szczególnie, że zazdroszczę ale muszę wykurować nogi.

    Beztlen, aż mi oddech skróciło.

    Za trzy godziny wstaję by wypłynąć na dorsze.

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    A kto uzależnia?

  • pjachu1

    Beztlen - te 2,59, to w płucach pali. Znaczy moich.
    Wspinanie zawiera w sobie przeróżne i daleko od siebie oddalone dyscypliny. Można wykonać kilka najtrudniejszych ruchów w skale. Buldering czyli sprint? Można wchodzić na ośmiotysięczniki. Ultra? Można to robić na sportowo. Maraton w 2.10? Można turystycznie. Maraton w 4.30?
    Siadamy przy ognisku na zakończenie sezonu i mamy do siebie SZACUNEK!
    Nie uzależniamy (choć wszyscy jesteśmy uzależnieni;-)

  • Gość: [Beztlen] 80.51.0.*

    Szacunek należy się wszystkim, którzy przełamują lenistwo i biegają czy uprawiają dowolna dyscyplinę sportu czyli podejmują wysiłek podniesienia się z fotela.
    Krew się we mnie natomiast burzy kiedy widzę na 30-tym kilometrze maratonu ludzi mknących do mety na 4:30. Wyzwanie? Moim zdaniem - nie. Oczywiście dobiegną, dojdą do mety. Bardzo chciałbym by dla tych ludzi wyzwaniem było podnoszenie wyżej kolan, proste plecy w biegu, "wysokie biodra" i prawidłowa praca rąk - słowem bieganie a nie szuranie...a jest to możliwe, tylko bardzo trudne, trudniejsze i wymagające większej determinacji niż pokonanie mitycznego maratonu. Chciałbym, aby wyzwaniem dla tych osób było przebiegnięcie dychy poniżej 45' ze skróconym oddechem i ogniem w płucach. Nie można co prawda nazwać się wówczas maratończykiem i wzbudzać podziwu wśród osób dla których 2:10 i 4:30 to mandaryński alfabet lub tych, którzy robią podobnie, ale uwierzcie mi tak jest ładniej, zdrowiej i mądrzej.
    Biegajmy lepiej stylowo, szybciej a nie dalej:)
    Mimo wszystko życzę oczywiście wszystkim maratończykom powodzenia! Męczcie się jak najkrócej:)

  • pjachu1

    Ale we wspinaniu przerabiamy "to" od 30-stu lat... I w mniejszym gronie :-)
    Nie ma "blogowania", nie ma "celebrytów" reprezentujących średni poziom - to przytyk do Bartka Olszewskiego (lubię, czasem czytam, ale prawda wyników jest okrutna...), ani nie ma "Ani", ani trenerów po kursie "na kołcza".
    Jak to mówią angole: "aby mieć ładny trawnik, należy przez pierwsze sto lat codziennie strzyc trawę"

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.centertel.pl

    Hehehehe, Pjachu!!! Pieknie:)
    Ja wczoraj tez przetruchtalem 14km w tempie na 3'19" i tez było nudno:) ale bez tego postępów nie bedzie. Plus jest taki, ze z tych nudów przynajmniej skupiam sie na technice, czyli staram sie robić to, o czym pisze Beztlen, czyli, rytm, kolana, biodra i praca rak, do znudzenia

  • pict

    Niedługo się na Was wkurzę. Naprawdę takie ważne jest dla Was to wszystko czym karmią się inni?! Co to za różnica?! Ja mam szacunek dla wszystkich, którym się chce bez względu na motywację, nie ma tu lepszych i gorszych rozwiązań.
    @beztlen - wróć myślami do czasów swojej kariery w rządzie. Przecież był byś zachwycony jako minister takim boomem na ruch i nie ważne czy ci ludzie idą na 4:30,'czy pędzą na 39 min na dychę. To w ogóle jest jakiś fenomen polski, że nie potrafimy się cieszyć tym co mamy, tylko ciągle coś nas ciśnie, uwiera, ruiny widzimy jakieś...

  • pil00

    Hej pjachu - ależ zawiesiłeś poprzeczkę, celebryta na średnim poziomie, który biega maratony poniżej 2:30 to na prawdę stawia do pionu ;-)

    ale ja chyba nigdy nie znajdę wystarczająco czasu, aby się pod taki wynik przygotować - tak jak nigdy nie będę próbował łamać minuty w pływaniu na 100 m - chociaż pływać uwielbiam :)

    Michał




  • Gość: [Beztlen] 80.51.0.*

    Pict - jest ważne. Poza nielicznymi wyjątkami (slow running) maraton w 4:30 to robienie sobie krzywdy...oczywiście jestem zachwycony boomem na bieganie:)
    Biegi na 5,10 km są dla wszystkich, maraton - nie.

  • Gość *.play-internet.pl

    @beztlen - ale to dzięki temu, że jest maraton ludzie lgną do biegania. Ta magia, legenda, wyzwanie. Ja to świetnie rozumiem, bo gdyby 8 lat temu ktoś mi powiedział "weź synku idź trenować, żeby przebiec dychę w 39 min" to bym dalej siedział na fotelu. Ale na szczęście jest maraton i dzięki temu sobie biegam.

  • pjachu1

    Michał - Jeśli za TOP przyjmujemy 2.10... to poziom Bartkowego biegania jest średni. We wspinaniu jest w Polsce kilka osób będących w światowym TOPie. W bieganiu chyba tylko Szost (był?)
    A szacunek do Bartkowego biegania mam. Najwazniejsze by sięgać poza granice... Poprawiać wynik. Szukać. To kreatywność jest ważnym pierwiastkiem naszego bycia. Człowieczeństwa.
    Dla mnie nie ma różnicy, czy będzie, to złamanie 45 minut na dychę, 4.30 czy 2.30 w maratonie. Ważne, by na tym nie poprzestać. Nie powiesić dyplomu "maratończyk" w widocznym miejscu. A kto będzie szukał, to pewnie znajdzie drogę przez "poprawne do bólu bieganie rytmów" czy inne Beztlenowe katusze.
    A to, że gawiedź ma takiego bohatera, który musi się tłumaczyć, że pobiegnie "warszawski" na "pół gwizdka"... smutne. Czy ktoś (poza najbliższymi) zadaje takie pytanie zawodnikowi maratonu w Japonii, który jako 50ty przekracza linię mety z podobnym do Bartkowego wynikiem.



  • kamilmnch1

    Którzy w weekend startują, niech przekroczą granicę.
    Jestem tylko z dziećmi więc mam zamiar przekroczyć granice miasta.

  • kamilmnch1

    Wróciłem z Poznania nie do poznania.

  • Gość: [cze.cza] *.centertel.pl

    Poznań miasto dozań

  • Gość *.centertel.pl

    Jadę na swoją piękną katastrofę.. cel dobrze przewentylować się.

    Powodzenia!

  • kamilmnch1

    Rob chyba przyjął taktykę ns.

  • kamilmnch1

    Ziggy
    Split time of day time diff min/km km/h
    5 km 09:32:33 00:26:14 26:14 05:15 11.44
    10 km 09:58:05 00:51:45 25:31 05:07 11.75
    15 km 10:23:27 01:17:07 25:22 05:05 11.83
    20 km 10:48:21 01:42:01 24:54 04:59 12.05
    Halb 10:53:42 01:47:22 05:21 04:53 12.33
    25 km 11:13:14 02:06:55 19:33 05:01 11.98
    30 km 11:37:46 02:31:27 24:32 04:55 12.22
    35 km * 12:03:01 02:56:41 25:14 05:03 11.89
    40 km * 12:28:15 03:21:56 25:15 05:03 11.89
    Finish * 12:39:20 03:33:01 11:05 05:03 11.89* estimated

  • kamilmnch1

    Tomik
    Split time of day time diff min/km km/h
    5 km 09:30:00 00:23:41 23:41 04:45 12.67
    10 km 09:53:27 00:47:08 23:27 04:42 12.79
    15 km 10:17:01 01:10:41 23:33 04:43 12.73
    20 km 10:40:25 01:34:05 23:24 04:41 12.82
    Halb 10:45:36 01:39:17 05:12 04:44 12.70
    25 km 11:04:13 01:57:54 18:37 04:47 12.57
    30 km 11:28:01 02:21:42 23:48 04:46 12.60
    35 km * 11:51:38 02:45:19 23:37 04:44 12.70
    40 km * 12:15:15 03:08:56 23:37 04:44 12.70
    Finish * 12:25:37 03:19:18 10:22 04:44 12.70* estimated

  • kamilmnch1

    Pict
    Split time of day time diff min/km km/h
    5 km 09:21:16 00:20:37 20:37 04:08 14.55
    10 km 09:41:50 00:41:11 20:34 04:07 14.59
    15 km 10:02:31 01:01:52 20:41 04:09 14.51
    20 km 10:22:59 01:22:20 20:28 04:06 14.66
    Halb 10:27:27 01:26:48 04:28 04:05 14.73
    25 km 10:43:37 01:42:58 16:10 04:09 14.48
    30 km 11:04:17 02:03:38 20:40 04:09 14.52
    35 km 11:25:03 02:24:24 20:46 04:10 14.44
    40 km 11:46:30 02:45:52 21:28 04:18 13.98
    Finish * 11:55:36 02:54:58 09:06 04:09 14.47* estimated
    features

  • kamilmnch1

    Rob
    Nazwa
    Name Czas
    Time Czas netto
    Net time Min/km Progonozowany czas
    Projected time
    5KM 00:27:42 00:26:12 05:32 min/km 03:53:29
    10KM 00:53:35 00:52:05 05:22 min/km 03:46:27
    15KM 01:19:01 01:17:31 05:16 min/km 03:42:14
    20KM 01:44:25 01:42:55 05:13 min/km 03:40:07
    21.1KM 01:49:50 01:48:20 05:12 min/km 03:39:25
    25KM 02:09:24 02:07:54 05:11 min/km 03:38:43
    30KM 02:35:28 02:33:58 05:11 min/km 03:38:43

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Panowie, teraz ogień!!!!!

  • Gość *.centertel.pl

    Walczcie!!!!

  • kamilmnch1

    Rob, 3:40 złamane.
    Teraz się relaksuj!

  • kamilmnch1

    Pict 2:55 z groszem
    Ziggy i Tomik, pozazdrościć.

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Brawo Panowie, super wyniki!!!

  • pict

    Dzięki za doping! Trochę wymiękłem na zakończenie, ale najwolniejsze kilometry jakie zrobiłem były po 4:16. To jest zdecydowanie trasa i bieg na życiówki - napiszę więcej jak wrócę i ochłonę. 2:55:15 o ponad 2min lepiej niż dotychczas.

  • Gość: [rob] *.dynamic.chello.pl

    Dzięki za kibicowanie on-line. Potrzebowałem tego startu jak powietrza i pomimo faktu, że pewnie stać mnie na lepszy czas to jestem bardzo zadowolony z wyniku (czas z zegarka 03:37:42 - oficjalny z niewiadomego powodu kilkanaście sekund słabszy).
    Od razu wiedziałem, że 03:30:00 jeszcze nie dla mnie. Źle mi się biega w upale i przygotowania do Maratonu nie szły mi tak jak bym sobie tego życzył. Dodatkowo totalnie położyłem połówkę. Dlatego potrzebowałem jednego dobrego startu, który da mi trochę pewności, ale takiego, który przebiegnę od A do Z bez oszukiwania samego siebie. Ponieważ potwornie się pocę i tracę mnóstwo wody (co nie raz rujnowało mi bieg) postanowiłem na każdym wodopoju brać po 2 kubki wody i pić je stojąc a nie w biegu. Może to głupie bo ciężko później wejść w rytm biegowy, ale liczyłem się z tym. Zależało mi po prostu na porządnym nawodnieniu nawet kosztem tych kilkudziesięciu sekund w perspektywie całego biegu. Dodatkowo w okolicy 10 km miałem nieoczekiwanie wizytę w toi toi gdzie też straciłem kilkadziesiąt sekund. Dlatego dzisiaj w przededniu 20 rocznicy ślubu jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem :) I korzystając z okazji jeszcze raz chciałbym podziękować mojej cudownej małżonce (być może czasem tu zagląda i podczytuje) za to, że chciało jej się jeździć metrem przez pół Warszawy, żeby przybić mi motywującą piątkę..

    Przeżyjecie to ze mną jeszcze raz? No to jedziemy: www.youtube.com/watch?v=uVAVQcw_Zvs&feature=youtu.be

    Pict - zrobiłeś to :) Pięknie - ogromne gratulacje. Tomik i Zbychu też dali czadu.
    Bartek - nie przesadzaj :) Nie licząc nieatestowanych parkrunów to chyba twój 3 najlepszy czas. 51 miejsce na 4 tys. osób mówi samo za siebie. Gratuluję. Gratulacje też dla Trenera. Depczesz mu po piętach :)
    r.

  • kamilmnch1

    Rob, używasz teraz sunto?

    Pozdrawiam z Doctor Brew American IPA

  • Gość: [rob] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    A skąd.. zaimportowalem .tcx z garmina

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Rob, jak to się robi???:)

  • biegofanka

    Gratulacje! Świetne wyniki!!!:))

  • pjachu1

    Jak napiszę, że pobiegłem rozsądnie, to tak jakbym się przyznał do porażki.
    Fajny trening zrobiłem - lepiej brzmi.
    Gratki dla wszystkich zadowolonych. Tez jestem zadowolony. K..a fajny trening zrobiłem.

  • pjachu1

    Biego!!! Pudło!!! Ogromne gratki :-)

  • kamilmnch1

    Pjachu, a bardziej szczegółowo?

    Wstałem bo mnie księżyc obudził. Ale jeszcze nie ma zaćmienia. Ok 4:30 pobudka.

  • Gość: [rob] *.greendata.pl

    @Bartek, jest z tym trochę zachodu, ale ogólnie to dosyć proste.
    Najpierw trzeba założyć konto w serwisie www.movescount.com/pl/ - to odpowiednik Garmin Connect ale dla zegarków Suunto. Druga niezbędna rzecz to zainstalowanie odpowiedniej aplikacji (również o nazwie movescount) w telefonie. Appka jest dostępna zarówno na androida jak i na iphonea. Zainstalowanie jej jest niezbędne bo tylko w telefonie/tablecie można wygenerować film. Niestety serwis nie daje możliwości importu pliku, można samemu wyrysować trasę i opisać kilometry, ale zaimportować pliku z zewnątrz się "nie da". Dlatego trzeba użyć kolejnego programu o nazwie MXActivityMover. Jest to wersja nieinstalacyjna napisana w języku java. Tym programikiem można automatycznie wyeksportować jedną bądź więcej aktywności z serwisu Garmin Connect do serwisu Movescount. Jak już zrobi się eksport to wystarczy w telefonie/tablecie otworzyć odpowiednią aktywność i kliknąć "utwórz film". Po zakończeniu tworzenia w prawym górnym rogu wybierasz "udostępnij", wybierasz gdzie chcesz udostępnić i gotowe :)
    Muzykę w tle podłożyłem sam - program tego nie umożliwia. Po prostu wczoraj naprawdę poczułem się zwycięzcą i tej małej przyjemności nie mogłem sobie odmówić.
    r.

  • Gość: [podopieczny_bartek] *.dynamic.chello.pl

    Myślałem, ze to troche prostsze;)
    Dzis rano 22 km "na samopoczucie". Wyszło z tego 10 km w I zakresie i 12 w II. Średnie tempo z całości 4'19", a tetno 157. Ostatni km poleciałem sobie w tempie półmaratońskim i całkiem niezle sie z tym czułem. Przydałoby sie pobiec jeszcze jakiś szybki polmaraton, ale poza Bydgoszczą chyba nic juz nie ma. Kamil, jak z ta trasa?

  • gepaard

    Pięknie wszyscy pobiegliście. Gratulacje!!!
    Ja wczoraj kibicowałem on-line. Na komputerze miałem włączoną transmisję MW i wyniki on-line, a na telewizorze maraton berliński :)
    A potem poszedłem wyżyć się na szosówce :)

  • Gość: [rob] *.ibdim.edu.pl

    Bartek, 25 masz półmaraton w Krakowie. Genialna trasa ze startem ze starego rynku i metą przy stadionie Wisły Kraków. Jeśli dobrze pamiętam to Zbyszek z Tomikiem będą tam biec. Ja biegłem rok temu w I edycji i bardzo mi się podobało.
    r.

  • pjachu1

    Cóż, Kamilu rozsądnych decyzji czasem żałujemy. Bo "cobybyłogdyby..."
    Na wyjazd do Warszawy zdecydowaliśmy się w sobotę. Piątek był dniem bez gorączki - przeziębienie mijało. Powykręcane kostki i bolące czwórki też wracały do normy... Jeszcze dwa trzy dni i można startować w maratonie. I zawalczyć o 3.30.
    Tylko, że bieg był w niedzielę i rozsądna decyzja, aby biec "w strefie komfortu" wydawała się słuszna. I pewnie dobrze, bo jednak po 25 km "komfort" to było 5.30 (wcześniej biegłem- jak się później okazało po 5.10) Do tego doszedł ból pod kolanem (więzadło dwugłowego) od samego początku. Co ciekawiej nie bolało po środowej górskiej wyrypie.
    No i wyszło jak wyszło czyli 3.47 na Narodowym. Jeszcze musiałem na końcówce odwiedzić przydrożny sklep spożywczy, bo Maciek zgłodniał.
    Po maratonie ustąpiły bóle kostek, czwórek i generalnie jestem coraz zdrowszy. Może jutro maratonik?

  • kamilmnch1

    Niebawem nowe słowa.

Dodaj komentarz

© ocochodziwbiegu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci