Menu

ocochodziwbiegu

Drink, Sex and Run For Fun!Go hard or chlej in home!

Nie wiedzieć czemu.

k2bell

Tego dnia nie wiedzieć czemu musiałem trochę pobiegać. Dobiegłem do końca drogi. I postanowiłem przebiec przez miasto. A potem postanowiłem biec do granicy hrabstwa. A potem pomyślałem, skoro już tu jestem, przebiegnę przez całe Stany. I pobiegłem. Przebiegłem całą Alabamę. I nie wiedzieć czemu biegłem dalej. Aż do oceanu… Kiedy byłem zmęczony- spałem. Kiedy byłem głodny- jadłem. Kiedy chciałem iść… no wie Pani, szedłem…

Pamiętacie? Od czasu do czasu wracam do tego nadal świeżego i dobrego filmu. W prostych słowach została zawarta esencja biegania.

Cel i jego realizacja. Osiąganie i przekraczanie kolejnych granic. Łamanie niejednokrotnie budowanych przez nas samych ograniczeń. Plan na teraz i na później.

Fizjologia w którą należy się wsłuchać i w jak najprostszy sposób reagować na sygnały wysyłane przez organizm. By właściwie oceniać sytuację, by poskładać każdy element w logiczną przyprawioną odrobiną fantazji całość. W drogę do sukcesu.

To czego zabrakło w ostatnich tygodniach, to brak celu. Tylko mglista odpowiedź na zadawane niejednokrotnie pytanie- po co?- by przetrzymać upał i nie wypaść z gry. Chyba bardziej niż pogoda, męczył mnie bezsens truchtania i niedosypianie. PO CO!!! Jak to zazwyczaj bywa ten bezstan zaczął irytować niczym brak magnezu czy innych pierwiastków mierzwiąc całe ciało. Kilka dni temu usiadłem wreszcie nad kalendarzem na portalu Garmin i ułożyłem plan na najbliższe dwa tygodnie. Żadna filozofia. Mozolny powrót do biegania a nie człapania. Teraz tylko wciskam w zegarku start io podpowiada co mam pobiec. Przede wszystkim jakość miast jałowych kilometrów na tak dobrze znanych ścieżkach. Jak podbiegi to tylko krótka rozgrzewka, podbiegi i schłodzenie. Jak interwały to tylko krótka rozgrzewka, interwały i schłodzenie. Jak spokojny bieg to tylko na tętno bez spinania się. Owszem, nadal czuje rozcięgno ale zapewne to jeszcze potrwa a przy rozsądnie dobieranych obciążeniach wyjdę z bólu na wiosenny asfalt. Teraz do niczego mnie nie ciągnie. Do żadnego ścigania. Nie z obecną formą. Nie do asfaltu. Może odrobinę w góry. Tak, tam zdecydowanie. Zatem plan na najbliższe dwa tygodnie do startu w Kiel jest ułożony. Po półmaratonie będę już miał kolejny cel i kolejne „treningi”. W głowie droga na wiosnę ułożona przez piątki, dychy aż do połówki. Coś dłuższego? Na jesieni? Tak- w przyszłym roku. Wszystko ma swój czas. Kiedy marzenie spełnione (Rzeźnik), to pora na więcej rozsądku i uzbrojenie się w cierpliwość jak podczas i połówki i maratonu, gdy trzymanie koni w ryzach na początku biegu daje szansę na szczęśliwy finał!

Pierwszy raz od wielu tygodni mimo trzech biegowych dni pod rząd, ciągnie mnie by jutro rano wstać i pobiec. Ale nic z tego! Przyjdą potem kolejne trzy dni. Jeszcze się spocę, jeszcze będę łapał oddech niczym karp wyciągnięty z wody. Poprawia się przemiana materii. Pozostanie jeszcze moja odwieczna pięta Achillesowa- dieta. Ile razy już o tym pisałem? Ile razy myślałem. Problem jest w tym, że według przed laty utkanej teorii znajdującej pokrycie w praktyce, z jednego nałogu wpada się w inny. Na co zamienić apetyt na tycie?

P.S. Czekam na powrót Kubola i po cichu liczę, że podzieli się ponownie z nami opisem swojej przygody, spełnionego marzenia. Kubol, zazdroszczę ale przede wszystkim gratuluję!!!

IMG_9682

 

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • 1.marsz

    dzięki michale:) od ponad roku zwracam uwagę na jakość jedzenia, a pieczywa i nabiału nie jem w ogóle od dwóch lat, diety o której piszesz nie próbowałem poczytam o niej
    marsz

  • podopieczny_bartek

    Kubol, gratulacje!! piszą o Tobie na stronie Festiwalu:)
    www.festiwalbiegowy.pl/biegajacy-swiat/utmb-polacy-widoczni-w-chamonix-wyniki#.VeXoOfntmko
    U mnie ubiegły tydzień pod znakiem interwałów, to dzisiaj dwudziestka, chociaż w końcówce zrobił się mocny II zakres mimo względnie spokojnego tempa. Niesamowicie duszno, nawet o 6 rano...
    connect.garmin.com/modern/activity/884389287

  • Gość: [cze.cza] *.static.ip.netia.com.pl

    Kubol, gratulacje! Mimo tylu przeciwności dałeś radę, szacun.

    Mnie zaczyna dobijać fakt, ze wracam z pracy jest ciemno, idę rano biegać jest ciemno. Jesień idzie.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Wpadła pinta do gardła

  • pict

    Odpuściło, oddało - interwały przyspieszyły o 15sek/km, biega się znacznie lepiej. I to nawet nie zasługa ochłodzenia, bo interwały biegałem w najcieplejszy ostatnio dzień - chyba odpocząłem i minęło wystarczająco dużo czasu od donacji. Bardziej optymistycznie spoglądam na koniec września ;-)

  • johnson.wp

    Brak celu, to coś co dopadło niektórych z nas w ostatnim długim, zbyt długim, czasie. Mnie również. To raczej brak realności celu do osiągnięcia. Najtrudniejszy brak, bo odsłania brak tego czego potrzebujemy najbardziej, akceptacji dla własnego odbicia. Pal licho gdy to jest lustro ambicji lub miłości własnej. Te można zaspokoić za pomocą demona wymówki, demona lenistwa czy demona sprytnej zmiany zdania. Gorzej gdy bez biegania w tym lustrze nic nie możemy zobaczyć. To znaczy, że lustro podmienił nam demon opinii, paskudna amorficzna maszkara, co podjudzała nas do kolejnych poświęceń, by znienacka zrzucić nas z wysokiego pieca i huknąć nami o ziemię aż nam się kropka od "i" zgubi, a on będzie po nas skakał i szydził, że słodcy wiotcy i powabni to ani wtedy ani nigdy...
    Dlatego Johnson rusza za tydzień na pielgrzymkowy szlak UTMB, szlakiem Kubola, który demonom się nie kłaniał, żeby adorować piękne Alpy, które będą na wyciągnięcie ręki, a on ich nie dotknie, łap nie będzie łapczywie wyciągał, tylko się życiem cieszyć będzie...
    Lektury uzupełniające: Abecadło z pieca spadło, Tuwim; Samochwała w kącie stała, Brzechwa :)

  • 1.marsz

    johnsonie, a więc cel jest jasno postawiony, choć może wśród zdań ukryty, prosty i wzniosły zarazem ale czy nie nazbyt ambitny czy realny:) carpe diem
    marsz

  • podopieczny_bartek

    Tomik i Ziggy rozbili dzisiaj bank w Pile:) Obaj życiówki - odpowiednio 1:31 i 1:33
    Brawo Panowie i brawa dla Trenera.
    Ja nawet nie wiem jeszcze gdzie pobiegnę połówkę tej jesieni i czy w ogóle; ba, nie mogę nawet być pewny, czy pojadę w piątek do Krynicy jak co roku. Za dużo zmiennych, ciężko coś planować nawet krótko, czy średnioterminowo. Nie sprzyja to koncentracji, wybija z rytmu, ale mimo to jakoś trzymam motywację i trenuję. Ten weekend całkiem solidny - bieg zmienny w sobotę i wybieganie w niedzielę, razem ponad 40 km

  • 1.marsz

    przyłączam się do gratulacji, ja pobiegnę połówkę dopiero w listopadzie, w kościanie
    marsz

  • kubol7b

    dzieki, dzieki!
    jestem, zywy, szczesliwy i wkurzony.
    bylo fantastycznie. genialnie. choc sportowo duuuuuzy niedosyt, ale nie moglo byc inaczej.

    napisze cos jak sie ogarne.
    a poki co zazdroszcze johnsonowi, bo ta wycieczka to jest COS!

© ocochodziwbiegu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci